Łąka kwietna

Z cyklu: Łąki Pańskie

Łąka kwietna

Ty mnie na łąki swe poprowadź.
Ty mnie na łąki zabierz swoje.
Na taką drogę mnie wyprowadź,
co wiedzie wprost na łąki Twoje.

Majowe łąki drzemią.
Majowe łąki cichną.
A głos Twój ponad ziemią
i inne głosy milkną.

Ty mnie na łąki swe poprowadź.
Ty mnie na łąki zabierz swoje.
Na taką drogę mnie wyprowadź,
co wiedzie wprost na łąki Twoje.

Majowe łąki szemrzą.
Majowe łąki grają.
Te dźwięki ciągle ze mną
wiąż nowe słowa dają.

Ty mnie na łąki swe poprowadź.
Ty mnie na łąki zabierz swoje.
Na taką drogę mnie wyprowadź,
co wiedzie wprost na łąki Twoje.

Bydgoszcz, 9 lipca 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro Milton Ha

Reklamy

Już nie pamiętam

Już nie pamiętam

Już nie pamiętam coraz częściej.
Już coraz bliżej dzień, ten pierwszy.
Już nie czytałem tej powieści.
Już nie czytałem tamtych wierszy.

Kiedy znów będę czystą kartą.
Niezapisanym zwojem z Qumran.
Łukiem katedry, co tak bardzo
dziś wyniesiona nad Akwizgran.
Kiedy znów będę gliną miękką,
na której pismo ktoś odciśnie.
Kiedy znów będę, jak to dziecko,
choćby jedynie na umyśle.
Wtedy nie miejcie już mi za złe,
że nie odpowiem na pytania.
Chociaż nie sczezłem całkiem jeszcze,
zostały po mnie tylko zdania.

Już nie czytałem tej powieści.
Już nie czytałem tamtych wierszy.
Już nie pamiętam coraz częściej.
Już coraz bliżej dzień, ten pierwszy.

Bydgoszcz, 9 grudnia 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Nie ma przypadków

Nie ma przypadków

Dziwnie się czuję, to nie żarty,
zawsze, gdy sobie uświadomię,
że mam imiona, niech to czarty,
co opisują dychotomię.

A na dodatek, nikt nie zgadnie,
że opisują losy kraju
i prezydentów, tak dokładnie,
że aż się boję, czym na haju.

Na pierwsze Wojciech, rzecz wiadoma.
Pierwszy prezydent, mało chlubny.
Mnie sobą wcale nie przekonał,
ale był pierwszy, jakby próbny.

Na drugie chrzestni Lech mi dali.
Tutaj mam problem zasadniczy,
bo Lech z żelaza był, nie stali,
lecz poważali go górnicy.

Był potem Aleksander, także.
Na szczęście to nie moja bajka.
Mam żonę Aleksandrę wszakże,
ale gdzie Krym, gdzie Adelajda.

Potem był Leszek, Sprawiedliwy.
I nie napiszę już nic więcej.
W smoleńskim lesie tuman siwy
tłumi płacz po nim, gdy się niesie.

Potem nastąpił mistrz Bronisław,
co w piśmie miewał fest potknięcia.
Mnie pasowałby tu Bolisław,
dla dychotomii rozwinięcia.

Na bierzmowaniu, sam wybrałem,
że Andrzej będę miał na trzecie.
Całkiem niedawno zrozumiałem,
że ten kolejny ma tak przecież.

Następny, prawem owej serii,
powinien znowu zasiąść Lechu.
Lecz kto zapewni, że w loterii,
nie padnie Andrzej? „Sza, Wojciechu!”

Nie ma przypadków ani serii.
Nic nie jest takie jak się zdaje.
Wybierać trzeba, a tym biernym
łzy krokodyle pozostają.

Zaś dychotomia, dobry Panie,
to nasza cecha narodowa.
Pół Polski płacze po kampanii,
gdy druga cieszy się połowa.

Może się skończy kiedyś seria,
mam przecież tylko trzy imiona.
Przemija nawet dyzenteria,
zwłaszcza, gdy dobrze jest leczona.

Bydgoszcz, 8 grudnia 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

 

Milton Ha

Siewcy

Z cyklu: Łąki nieurodzajne

Siewcy

Zasiał wiatr na mej łące trawę.
Nie wzeszła.
Zasiał deszcz na mej łące mgłę.
Opadła.
Zasiał mróz na mej łące szron.
Stopił się.
Zasiał Pan na mej łące nadzieję.
Czekam…

Bydgoszcz, 28 sierpnia 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro Milton Ha

We śnie

We śnie

Choć ciągle obco mi się śnisz.
Choć mgła przysłania wszystko.
To przyśnij mi się także dziś.
Daleka, bądź mi bliską.

Zanurzę się w tej w nocy cień.
W jej mrok, co dławi szyję.
I znów zachwycę Tobą się.
Nie żyjąc, znów ożyjesz.

A Pan, co zabrał Ciebie gdzieś,
gdzie wzrok nie sięga wcale,
nic nie poradzi słysząc pieśń,
co martwe wzrusza fale.

Tak zbudzę Cię, na przekór snom,
choć śpisz tym snem na wieki,
a Pan, zdumiony mocą tą,
uchyli Twe powieki.

I wstaniesz. Znów powitasz dzień.
I łąki urodzajne.
Leszczyny znów nas skryje cień.
I będzie tak zwyczajnie.

We śnie Ty śmiejesz się na wieść,
że w szranki z Bogiem staję.
„Wszak ja się tobie tylko śnię,
a wszystko ci się zdaje”

A ja kolejnej nocy chcę.
Niech przyjdzie, byle szybko.
Nieważne, że to tylko sen.
Że świt oddali wszystko.

Nadchodzi mrok, kolejna noc.
I Ty we śnie znów będziesz.
Na głowę, więc naciągam koc,
te drzwi, którymi wejdziesz.

Bydgoszcz, 7 grudnia 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Wypalanie traw

Z cyklu: Łąki nieurodzajne

Wypalanie traw

Przerzucamy się wspomnieniami
Raz po raz sięgamy za siebie.
Nieodkryte tak nas nie mami
jak to znikłe, jak to ubiegłe.

Spoglądamy, na ten za nami,
szmaragdowych łąk naszych przestwór,
co jak miraż pustynny mami.
Drga i pełga w tamtym powietrzu.

Nagle dym nas owiewa siwy.
Łzy wyciska i dławi w piersi.
Obraz, zdaje się nieprawdziwy.
Płoną trawy. Ogień je pieści.

Płoną łąki, te wymarzone.
Płoną łąki z dziecięcych zabaw.
Łąki moje, łąki zmęczone,
Wiosną inna wzrośnie wam trawa.

Bydgoszcz, 28 sierpnia 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro Milton Ha

Asfaltowe łąki

Z cyklu: Łąki nieurodzajne

Asfaltowe łąki

Chodzę, rozglądam się dokoła.
Szukam najmniejszych ludzkich śladów.
Zmęczenie drogą ścieram z czoła.
Znów nie znalazłem tamtych sadów.

Łąki z asfaltu, po horyzont.
Gdziekolwiek swą odwracam głowę.
Pustka bezdźwięczną brzmi repryzą.
W kałużach krople deszczu łowię.

W wodzie odbijam się jak w lustrze.
Chmury granatem wskroś zasnute.
Latarnia kłania się swej siostrze
i topi w wodzie świetlny smutek.

Na asfaltowych łąkach płynę.
Żagiel naciągam na latarnię.
Przepadnę całkiem, w czerni zginę.
Nie czekaj w porcie. Skończę marnie.

Bydgoszcz, 28 sierpnia 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro Milton Ha