Zapach tataraku

Zapach tataraku

(posłuchaj, recytuje Maria Duszka: Zapach tataraku)

Kuzynom z Charbic i Konstantynowa, na wspomnienie dzieciństwa, które już nie wróci.

Duszno. Nad Nerem krowy pasą.
Po drugiej stronie, w łozach olszyn,
echo odbija się od lasu
i nie wiem czy powrócić zdąży.

Tatarak pachnie i zniewala.
W głowie się kręci od zapachu,
a pamięć cierpi. Nie pozwala
zapomnieć w sobie tego strachu.

Bo przecież kiedyś wszystko minie.
Wszystko rozpłynie się jak opar.
I to, że kiedyś tej dziewczynie
spodobał bardzo się ten chłopak.

I to, że razem szli do lasu
na grzyby, na jagody. Wreszcie.
A gdy wracali, to zawczasu
już układali bajki pierwsze.

Że dzisiaj słabo, grzybów nie ma,
jeżyny niedojrzałe, pierwsze.
Jedynie dziwny ten aromat
mówił gdzie byli i coś jeszcze.

Tatarak zdradził ich od razu.
Siano we włosach zaplątane.
I to, że inni przyszli z lasu,
przynosząc kosze wprost wypchane.

W pamięci chowam tamten obraz.
Strzegę jak klejnot, dar bezcenny,
a kiedy tęsknię, wraca nieraz.
Tatarak pachnie, jestem senny.

Bydgoszcz, 13 czerwca 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha

Reklamy

Przeciwne ścieżki

Przeciwne ścieżki
pamięci Janusza Różyckiego († 17.08.1994)

Tu, gdzie ten świat wydawał się prosty
i gdzie korony dumnie swe wzniosły
dęby sadzone równo przed wiekiem
gdzie miłość matki była tym lekiem,
Ty byłeś ze mną, zawsze i wszędzie.
Kolejne obraz, krótkie ujęcie.
Znów przywołuje w mojej pamięci
chwile najlepsze. Dokąd najczęściej?

Nad staw, na ryby, na grzybobranie.
Nad Ner, na łąki, w ślad za bocianem.
Do lasu, który tylko przez pole.
I spać na sianie, razem, w stodole.
Podobno wszystko tam się zaczęło.
Tylko właściwie co, jak, dlaczego?
Pytania stawiam bez odpowiedzi.
Nie pytać więcej? Już nie chcesz wiedzieć?

Na dróg rozstaju stoję zdumiony.
Przeciwne ścieżki, w przeciwne strony,
wywiodły kiedyś. Po co? Dlaczego?
Ciebie tu blisko, mnie zaś daleko.
A dzisiaj wracam, całkiem spóźniony.
Nikt nie otwiera. W kościele dzwony
biją nierówno, w żałobnej nucie.
I chcę zapomnieć i chcę gdzieś uciec.

Pod parą dębów nikt już nie mieszka.
W domu dach runął, zarosła ścieżka.
I letniej kuchni także już nie ma.
Piszę do Ciebie. List, nie poemat.
Że szkoda żeśmy nie pogadali.
Że żal tych gruszek, czereśni, malin.
Że w rowie woda dawno nie płynie.
Przeciwne ścieżki. Pamięć w nich ginie.

Bydgoszcz, 24 maja 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha

Kartki z kalendarza

Kartki z kalendarza
pamięci Janusza Różyckiego († 23.05.2017)

1962 Kartka pierwsza – Charbice Górne

Babcia Stefa, przed tym domem, siwe włosy czesze.
Dziadek Szczepan, zgięty w pałąk, wolno ostrzy kosę.
Wiatr od pola, sponad rowu, dmuchawce nam niesie.
A ja biegam po podwórku. Nóżki małe i całkiem bose.
Janusz prowadzi owczarka białego jak śniegowa kula.
Huśtawka na skraju lasu już czeka na całą trójkę,
więc mnie na niego sadowi. Do szyi się pieska przytulam.
W kuchni już pieką się placki, a chleb ze śmietaną i z cukrem.

1967 Kartka druga – Malanów

Woda zimna jak nie wiem co, pod wodą jest muł na pół metra.
Ze środka stawu dobiega: Machaj! Machaj szybko nogami!
Wargi sine i drżenie rąk. Szorstki splot wełnianego swetra.
Wieczorem jakaś gorączka. Duma, że ten pierwszy za nami.

1971 Kartka trzecia – Konstantynów Łódzki

Weselisko, ściany tańczą. Ciocia Jadzia, Jerzy wybrany.
Ja po prawej, Janusz obok. Siedzą, jedzą i debatują.
Dosyć! Już nudzi mnie wszystko. Sufit tańczy, chylą się ściany
Patrzę. Niczego nie widzę. Jakieś ręce mnie obejmują.

1975 Kartka czwarta – Puczniew

„Komar” prycha ale jedzie, do remizy już całkiem blisko.
Ktoś daje jakąś butelkę przed wejściem. „Patykiem pisane”.
W środku gwar i ludzi pełno, nie wchodzimy bo widać wszystko.
Janusz usiadł zaraz obok. Czerwiec, już po trzeciej nad ranem.

1975 – 2012 Karta piąta i następne kart niezbyt piękne

W Kazimierzu za razem raz, za konduktem latem czy w mrozie.
Razy cztery, i w Łodzi dwa, i raz jeden w Konstantynowie
Janusz stoi, poprawia szkła. Nawet wiem, co mi znowu powie:
„Taki dziwny bywa ten świat. My żyjemy, chociaż w połowie”

2017 Karta ostatnia

Pętle dializ silne jak stal i Janusza życie półgębkiem.
I pragnienie ażeby tak, móc się spotkać pogadać trochę.
Żeby jeszcze chociaż ze dwa. Żeby jeszcze choć kilka więcej.
Zdążę, zdążę i nagle trach. Teraz, o przebaczenie proszę.
Teraz zdążę. Na pewno tak. Tylko cała ta podróż na nic.
Wsiądę w auto, pojadę tam. Tam gdzie na mnie czekałeś długo.
By zostawić wiadomość, że: „Nie ma nieprzekraczalnych granic”.
A po drodze za oknem świat, będzie wił się bezkształtną smugą.

Bydgoszcz, 24 maja 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha

Łąki nad Nerem

Łąki nad Nerem

(posłuchaj, recytuje Maria Duszka: Łąki nad Nerem)
Magdzie, mojej ciotecznej siostrze, na wspomnienie dzieciństwa, które już nie wróci…

Wracam i znowu stopy krwawią.
Trawa tak samo szorstka, ostra.
Ostrożnie kroki swoje stawiam
i wraca pamięć. Ja i siostra.

Ner się leniwie snuje obok.
W trawie buszuje życie wszelkie.
Ledwie widoczny, biały obłok
przesłonił słońce, żółte, wielkie.

A w wodzie się odbija promień
i oczy razi nam, bezczelnie.
Nic już nie widzę. Brak mi wspomnień.
Choć niby pięknie i subtelnie.

A przecież kiedyś ona spyta:
„Pamiętasz tamten czas nad Nerem?”
Co jej odpowiem? Może? Chyba?
Innym zasłonię się plenerem?

Lecz widzę znowu. Słońce pali.
My na tej łące, dzieci jeszcze.
Siano zgrabione, zapach malin
od lasu niesie się powietrzem.

Bydgoszcz, 13 czerwca 2017 r.,

Pióro

Milton Ha