Punkt siedzenia

Punkt siedzenia

W odpowiedzi Andrzejowi Poniedzielskiemu na jego wiersz „Punkt widzenia”

Zmarnowało się już marzeń i obietnic.
Tych rzuconych między perły oraz wieprze.
W książkach darmo można szukać bohatera.
Kręcisz nosem.
W ścianę walisz łbem ukosem.
Zmarnował się już trochę.

Jednak mało na pytania.
I za mało na zwątpienia.
Znowu ktoś chce nam narzucić punkt widzenia.

Roztrwoniło się przy wódce i przy kartach
z zaniedbania.
W sprawach ważnych, wciąż sumienie
tak uwiera.
W sprawach ważnych, wciąż sumienie
tak w siedzenie nas uwiera.

Bydgoszcz, 20 czerwca 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

—————————————————————————–

Punkt widzenia

Uzbierało się już reguł i wyjątków
Słów rzuconych między bajki a wspomnienia
Są i książki z bohaterem złym i dobrym
Wzloty bose
Kilka ścian zburzonych grochem
Uzbierało się już trochę

I wystarczy na pytania
I na jutro na zwątpienia
Uzbierało się na własny punkt widzenia

Uskładało się z wieczornych smutnych rozmów
z przeświadczenia
Uskładało się na mały ale własny
punkt widzenia
Uskładało się na mały ale własny
znikający punkt widzenia

© Andrzej Poniedzielski

Reklamy

Kochankowie z ulicy Wschodniej

Kochankowie z ulicy Wschodniej

Agnieszce Osieckiej, w odpowiedzi na jej wiersz „Kochankowie z ulicy Kamiennej”, która jak wiadomo, odchodzi w prawo od ulicy Wschodniej. Teraz, już jako ulica Włókiennicza.

Kochankowie z ulicy Wschodniej,
chociaż nie są oni zbyt święci,
co dzień mówią na ucho sobie
tę historię, która tak nęci.

Która mówi, że kiedyś będzie
jakaś lepsza przyszłość na Wschodniej.
Która mówi, że w pierwszym rzędzie
w kinie życia siądą wygodnie.

Kochankowie z ulicy Wschodniej,
chociaż zwykle bywają wcięci,
kiedyś przecież odnajdą w sobie
tę treść życia, co ich uświęci.

Jest specjalna ulica w Łodzi,
gdzie nikt obcy i nikt tu święty.
Gdy nad Wschodnią słońce zachodzi,
z bram wyłażą „autoramęty”.

Rzadko tutaj będziesz przechodniem.
Tutaj każdy zna swoje miejsce.
Kochankowie z ulicy Wschodniej
I nie trzeba mówić nic więcej.

Bydgoszcz, 18 czerwca 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Prawidła

Z cyklu: Raj utracony

Prawidła

W butach prawidła, w kącie kurz
słońce odsłania bezlitośnie.
Już wiesz, że nie powróci już
choćbyś go wołał jak najgłośniej.

Wspominasz tylko tamten czas.
Słowa i gesty, rwane zdania.
I może chciałbyś, jeszcze raz,
zagrać chociażby dwa rozdania.

Na stole stoi mały krzyż,
a obok pismo. Pismo Święte.
Ulotność świec płomieniem drży,
lecz nikt nie weźmie Cię za rękę.

SŁOWO wybrzmiało w cieniu drzew.
Nic nie powstrzyma łez i wzruszeń.
Prawidła szukam, które grzech
wymaże, wyprostuje duszę.

Niech mnie wypełni, wskaże sens.
Niech mi podpowie drogę prostą.
Prawidło przecież jakieś jest,
bo jeśli nie ma, kto jest hostią?

Bydgoszcz, 11 czerwca 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Urwany oddech

Z cyklu: Raj utracony

Urwany oddech

Wciągam łapczywie, w piersi swe chwytam.
Zapach znajomy, wyczekiwany.
Spotkanych w knajpie ludzi się pytam:
Gdzie moje miasto, gdzie są te bramy?
Czas zaprzedany.

Staję zdumiony, w bramie znajomej.
Wdycham sień mocno, lecz nic nie czuję.
Więc szukam śladów, rysy znikomej.
Gdzie są te schody? Drzwi wypatruję.
Nic nie znajduję.

Bydgoszcz, 8 czerwca 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Podróże z ojcem

Z cyklu: Raj utracony

Podróże z ojcem

Jedziemy.
Wiosna w pełni.
Siano skoszone pachnie.
Chwytam ten zapach, aby niczego nie uronić.
Jedynie łza się zbiera pierwsza.

Jedziemy.
Lato w pełni.
Dojrzałe zboża szumią.
Nasłuchuje tego poszumu, aby niczego nie uronić.
Jedynie westchnienie jedno wychodzi.

Jedziemy.
Jesień w pełni.
Kartofliska dymią siwo.
Śledzę ten płożący się dym, aby niczego nie uronić.
Jedynie smak pieczonych kartofli wraca.

Jedziemy.
Zima w pełni.
Szron skrzy się na gałęziach.
Wdycham zamróz zza szyby, aby niczego nie uronić.
Jedynie widok Twoich siwych włosów dziwi.

Jedziemy.
Ostatni raz.
Wyrok został już wydany.
Słucham Twoich opowieści, aby niczego nie uronić.
Jedynie wyroku jeszcze nam nie odczytano.

Bydgoszcz, 30 maja 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

19650000 Jerzy Majkowski, przed wejściem do III DS UŁ Pretor

1965 r., Łódź, Jerzy Majkowski, przed wejściem do III DS UŁ Pretor, zdjęcie z rodzinnego archiwum autora.

Żółte żonkile

Z cyklu: Raj utracony

Żółte żonkile

Mamie, w piętnastą rocznicę

Zadzwoniłem dzisiaj pod Twój stary numer,
żeby się komuś wygadać.
„Nie ma takiego numeru”
„Nie ma takiego numeru”
„Nie ma takiego numeru”
Cholerne komórki!
Przecież nie dzwonię, żeby się dodzwonić.

Wysłałem więc list, na nasz stary adres,
żeby choć w skrzynce poleżał.
„Adresat nieznany”
„Nie podjęto”
„Zwrot do nadawcy”
Pieprzona poczta!
Przecież nie po to wysłałem, żeby dotarł.

Wysłałem e-mail do Ciebie na mama@niebo,
żeby nie stracić nadziei.
Recipient address rejected: User unknown
Recipient address rejected: User unknown
Recipient address rejected: User unknown
Bezduszne serwery!
Wygląda na to, że NIEBO nie istnieje.

Wysłałem do Ciebie posłańca z żółtymi żonkilami,
żeby w wazonie Tobie postawił.
Na Rzgowskiej, u św. Wojciecha.
Za krzyżem, w drugiej części.
W drugim rzędzie, po lewej.

Nadal lubisz żonkile?
Piętnaście lat,
a nic się nie zmieniło.

Bydgoszcz, 10 maja 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Majowy deszcz

Majowy deszcz

Żonie, na kolejną rocznicę ślubu.

Majowy deszcz i ziąb jak licho.
Ty w białej sukni, cała drżąca.
Ktoś coś do ucha szepce cicho.
Fotograf gada coś bez końca.

A ojciec Robert, swym zwyczajem.
wziąwszy za ręce nas oboje,
nawzajem sobie nas oddaje
i patrzy w oczy, ze spokojem.

Jakby był pewien, wszystko wiedział.
Jakby znał całą naszą przyszłość.
Jakby ktoś jemu opowiedział
jaka to będzie nasza miłość.

Majowy deszcz i ziąb jak licho.
Nic nie wróżyło, że na zawsze.
Do ucha Tobie szepczę cicho,
i Ty coś szepczesz do mnie także.

Dzisiaj, jak wtedy, deszcz za oknem.
Choć jeszcze wczoraj upał wielki.
Być parasolem? Chętnie zmoknę.
Czy łzy, czy deszczu to kropelki.

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

001 1024na768