Niemodlitwa nieświętych

Niemodlitwa nieświętych

Święty od siedmiu boleści.
Święty od wielkiego dzwonu.
Święty od płonnych nadziei.
Święty od krzyża z betonu.

Zaprowadź nas święty, nieświętych.
Zaprowadź, przy nas stole posadź.
Zaprowadź nas, lekko podciętych.
Zaprowadź, wreszcie zaprowadź.

Święty od karty z debetem.
Święty od życia na kredyt.
Święty od raka pod PET’em
Święty od każdej biedy.

Zaprowadź nas święty, nieświętych.
Zaprowadź, przy nas stole posadź.
Zaprowadź nas, lekko podciętych.
Zaprowadź, wreszcie zaprowadź.

Święty, co mówisz nie mówiąc.
Święty, co stojąc zasiadasz.
Święty, co widzisz nie patrząc.
Święty, co rządząc nie władasz.

Ty się już nami nie zajmuj.
Ty swoje zrobiłeś dawno.
Ty się już niczym nie przejmuj.
To nasze, rodzime bagno.

Bydgoszcz, 25 września 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Reklamy

Taka historia

Taka historia

Życie sprzedało mi historię
Siedzę i klecę.
Siedzę i sklejam.
Słowo do słowa
w zdania ubieram.
W sobie się zbieram
Nie jestem nawet w połowie,
W sobie się zbieram.
W zdania ubieram
słowo do słowa.
Siedzę i sklejam
Siedzę i klecę.
Życie sprzedało mi historię

Bydgoszcz, 24 września 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Odkrywanie chleba

Odkrywanie chleba

Odkrywam chleb, na nowo.
Chleb, co ze słowa.
Chleb, co miłości.
Chleb, co z wiary.
Chleba mi trzeba.

Odkrywam chleb na nowo.
Chleb z pracy ciężkiej.
Chleb z ziemi miękkiej.
Chleb z żaru pieca.
Chleba mi trzeba.

Odkrywam chleb na nowo.
Chleb z ziaren wielu.
Chleb z mąki pełnej.
Chleb z wody żywej.
Chleba mi trzeba.

Toczą się drogą pęknięte żarna.
Toczy się kamień rzucony ręką.
Toczy się drogą słowo obelgi.
Skryte rozmowy toczą się nocą.
Chleba nam trzeba.

Bydgoszcz, 24 września 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

 

Milton Ha

Nocy przepastna

Nocy przepastna

Nocy przepastna, snem niewypełniona,
co bierzesz w jasyr moją głowę biedną
i zanim wszystkie jasne gwiazdy zbledną
trzymasz w uścisku, w ciemności ramionach.

Miałaś być lekiem na błędy Kreona,
które codziennie popełniam na pewno
nie grzebiąc wierszy, w których rymy bledną.
Jam zaś przekorny, niczym Antygona.

Miłość wybawia, miłość nas prostuje.
Nocy przepastna, bądź mi wybawieniem.
Niech wiersz, udany, z nowych słów zbuduję.

Słów, które będą duszy mej westchnieniem,
a rym w nich dobry niech zatryumfuje
i z rytmem zgodny gwiazdy zbudzi brzmieniem.

 

Bydgoszcz, 23 września 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

 

Milton Ha

Dotyk

Dotyk

Strzelistość nóg Twych jest jak gotyk.
Jak alabaster chłodna skóra.
Już w głowie pisze się erotyk,
a głowa błądzi hen, gdzieś w chmurach.
Błądzę w ciemności, ślepiec nagi.
Drży sutków Twoich klawiatura.
Już tors pożąda mej uwagi,
i ręka jedna, potem wtóra.
Stwarzam Twój obraz poprzez dotyk.
Na szczyt Cię wiodę brnąc w ażurach,
a Ty jak delikatny motyl,
w zachwytu mienisz się purpurach.
Ten jeden dotyk…
Jedynie dotyk…
Wyłącznie dotyk…
Zwykły erotyk…

Bydgoszcz, 22 września 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Jak mam Cię przekonać?

Jak mam Cię przekonać?

Jeśli nie widzisz, jak mam Cię przekonać?
Że winne właśnie dojrzewają grona.
Że jabłoń owoc zrzuca sczerwieniały.
Że już jaskółki dawno odleciały.
Że jarzębina rudzieje jak płomień.
Że rano budzi nas ożywczy promień.
Że nad wieczorem zachodzi za lasem.
Że na mych skroniach szron się ściga z czasem.
Że jestem tutaj i będę, w jesieni…

„Nie musisz wcale. Niczego nie zmienisz.
Wiem, że masz włosy czarne, hebanowe.
Lubię ich dotyk, kiedy skłaniasz głowę.
Wiem, że masz oczy niebieskie jak niebo.
I dłonie ciepłe, i pewnie dlatego
wciąż tymi dłońmi trzymasz moje dłonie.
Skąd wiem to wszystko? Oczy Ci zasłonię,
a Ty wyobraź sobie moją postać.
Taką jedyną, jaką chciałbyś spotkać,
a potem zabierze mnie taką do siebie
i ukryj w mroku, by potem, w potrzebie
przywołać postać, z najdalszej otchłani.
Wtedy powrócę na Twoje wołanie.
Teraz rozumiesz? Kiedy brak mi Ciebie
wołam z otchłani. Wołam Cię w potrzebie.
A Ty się zjawiasz na moje wołanie
w mej wyobraźni, jak teraz, kochanie.”

Bydgoszcz, 22 września 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Nie wasz ten strach

Nie wasz ten strach

W odpowiedzi na wiersz Zbigniewa Herberta „Nasz strach”

Rozum nas budzi
nie poranek
po nocy ciężkiej nieprzespanej
Czy nas obudzi
zanim strach
zawiśnie pętlą nam na snach

Śnimy wciąż sen
nieprzespany
sen niedośniony zakłamany
Rozum zaś śpi
ogłuszony
wytłumaczeniem z każdej strony

Strach też nas budzi
inny strach
O czegoś brak czegoś we łzach
Już nie ten strach
że wojna śmierć
i krwawy piach
że gaz i smród
że lizać rany
Nie całkiem przez nas rozpoznany
ten strach że brak

Strach niczym otchłań
studnia ciemna
w której pogrążam się zagłębiam
Strach o ten brak
o pustkę w głowie
o słowo które nie wypowiem
że ktoś nam rozum
nocą skradł

Taki to strach
Dzisiejszy strach.
Nie wasz ten strach.

Bydgoszcz, 21 września 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

………………………………………………..

Zbigniew Herbert

Nasz strach

Nasz strach
nie nosi nocnej koszuli
nie ma oczu sowy
nie podnosi wieka
nie gasi świecy
nie ma także twarzy umarłego
nasz strach
to znaleziona w kieszeni
kartka
„ostrzec Wójcika
locum na Długiej spalone”
nasz strach
nie polatuje na skrzydłach wichury
nie siada na wieży kościelnej
jest przyziemny
ma kształt pośpiesznie związanego tobołu
z ciepłą odzieżą
suchym prowiantem
i bronią
nasz strach
nie ma twarzy umarłego
umarli są dla nas łagodni
niesiemy ich na plecach
śpimy pod jednym kocem
zamykamy oczy
poprawiamy usta
wybieramy suche miejsca
i zakopujemy
nie za głęboko
nie za płytko