Stojąc na piachu

Stojąc na piachu

„Sosny zapuszczają korzenie w piachu
i przez cały czas starają się stać prosto.”
„Sosny”, Darek Pabin

Choćbym przekraczał co dzień Rubikon.
Choćbym się co dzień za Jordan rzucał.
Choćbym się wybrał całkiem donikąd.
Choćbym zatracił już oddech w płucach…

Wrócę najszybciej, powrócę zawsze.
Na piachu stanę, ramiona wzniosę.
W niebieskie niebo znów się zapatrzę.
Wpuszczę korzenie. Ziemię przeproszę.

Wiem, że tak trzeba, że tylko wtedy,
kiedy korzenie sięgną głęboko,
na piachu stojąc wrogów czeredy
odpędzę stając im oko w oko.

Jam Sosna Polska, smagana wiatrem,
który od morza sztormem przypływa.
Który wraz z halnym przygasza watrę
i szarpie mocno, z ziemi wyrywa.

Stojąc na piachu, wytrwam do końca.
Korzenie sięgną po wnętrze ziemi.
Koroną sięgnę po promień słońca
i stanę prosto. Wiatr nic nie zmieni.

Bydgoszcz, 15 września 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

 

Milton Ha

W nawiązaniu do cytatu z wiersza Darka Pabina oraz w nawiązaniu do mojego wiersza Sosna Polska https://wojciechmajkowski.wordpress.com/2015/09/03/sosna-polska-do-jana-pawla-ii

Reklamy

Jesień na Pogórzu

Jesień na Pogórzu

Jesień rozkłada ramiona pełne.
Śliwy, w granacie, sypią darami.
Jabłonie rodzą dary, brzemienne.
Krwawi skraj lasu jarzębinami.

Burza gdzieś znikła za cerkwi banią.
Stoki, jak grzbiety hucułów zgrzanych,
parują w górę i oczy mamią
perłami w sieciach pajęczyn tkanych.

Wloką się dymy ponad ścierniskiem,
a woal wonny zasnuwa wszystko.
Skiba za skibą. Pług rządzi rżyskiem.
Już czeka za nim czcze kartoflisko.

Stodoły pełne po brzegi siana.
Czeka na przemiał zboże w sąsiekach.
Jesień już w progach, wyczekiwana.
Zrudziały buki. Miód już w pasiekach.

Darzy nam Jesień, darzy nam hojnie.
Sypie darami nas nasze stoły.
Przez pola, łąki, kroczy dostojnie,
a wiatr rozwiewa jej płaszcza poły.

Na progu domu siądźmy pospołu.
Niech nas zachwyca, niech nas odurza.
Niech nas zgromadzi wokoło stołu.
Niech się pozwoli w sobie zanurzać.

Bydgoszcz, 6 września 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

 

Milton Ha

Nie będę malowanym ptakiem

Nie będę malowanym ptakiem

Nieznanym autorom albo Jerzemu Kosińskiemu…

Nie będę malowanym ptakiem
Wystarczy być mnie nie wystarczy.
Z tego ogrodu wyjście takie,
że nikt stąd nie chce wyjść, im starszy.

Nie widzę szansy, lecz panie Chance,
za cały świat musi wystarczyć,
ten widok z okna, tych domów pięć,
co pamięć moją chce zawłaszczyć.

Dziś z grobu wstaje Hieronim Bosch.
Postaci maski znów przywdziały.
Ptak malowany wart ledwie grosz,
a „Stół Mądrości” kruszy skały.

Coś trzeba zrobić, by znów i znów.
By świat na nowo poukładać.
Żebyśmy mogli dośnić swych snów.
Żebyśmy mogli się poskładać.

Nie będę malowanym ptakiem.
Nie dam się w inne pióra ubrać.
I nie usiądę też okrakiem
na życiu, żeby lepsze wybrać.

A tym, co plują mi pod nogi,
nie dam ni krztyny satysfakcji.
Bóg albo Jahwe, Boże drogi.
Wybierać trzeba? Z jakiej racji?

Gdy lepszy będzie ten, czy tamten.
Gdy kolor będzie miał znaczenie.
Stanie się wszystko nic nie warte.
I nie wystarczy być na scenie.

Żona się na mnie dziwnie patrzy.
Cisza dokoła. Zasiał makiem.
Wystarczy być mnie nie wystarczy.
Nie będę malowanym ptakiem.

Bydgoszcz, 10 maja 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

 

Milton Ha

Wyschnięty staw

Wyschnięty staw

W stawie, gdziem topił się, bez skutku,
gdzie mułu było na dwa metry,
jedynie trawa. Rów ze smutku
całkiem już wysechł. Śnią katedry
topoli, co nad rowem wzrosły,
by ktoś im wody podał żywej,
lecz sucho stale. Upał ostry
wygania w cienie. Drodze krzywej
przyglądam się, zapamiętuję,
by kiedyś tu powrócić jeszcze,
a rozum gani i strofuje,
żem całkiem głupi. W sobie pieszczę
po raz ostatni widok stawu,
gdziem się był topił, nieskutecznie.
A gdyby? Ile z tego strachu,
co ze mną dzisiaj, miałbym wiecznie?

Bydgoszcz, 9 maja 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

 

Milton Ha

Pieśni z moich wierszy

Pieśni z moich wierszy

Słowa, które w mych wierszach,
wypływają spod serca,
a ja ciągle znajduję te nowe
i mam dla nich już miejsce gotowe.
Dam je wszystkim, bo widać, tak trzeba.
Dam je wszystkim, bo widać, tak trzeba.

Myśli, które spisuję,
wyrastają jak tuje,
a ja głaszczę ich głowy zielone
i wciąż witam jak dobre znajome.
Zagram wszystkim je z wiatrem na drzewach.
Zagram wszystkim je z wiatrem na drzewach.

Kiedy pieśni już płyną,
szumiąc ciemną doliną,
ja się w szumie drzew koron zamykam
i upojną muzyką oddycham.
Słucham pieśni, nim całkiem przeminą.
Słucham pieśni, nim całkiem przeminą

Pieśni, które wam śpiewam,
powtarzają w krąg drzewa,
a ja pieśni wciąż słowa obracam
i do jednej tej myśli powracam.
Mnie już więcej niczego nie trzeba.
Mnie już więcej niczego nie trzeba.

Bydgoszcz, 25 lutego 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

 

Milton Ha

Łąki Pańskie

Łąki Pańskie

Za oknem świergot budzi dzień.
Znad lasu chmura się wynurza,
a z drugiej strony wzgórza cień
już się przytula do podnóża.

Niebo jak żagiel wzdyma się.
Unosi ponad moją głową.
A w stawie, tysiącami mgnień,
słońce odbija się na nowo.

Wstał nowy dzień i nowy ja.
Przecieram oczy ze zdumienia,
że wszystko tak jak zawsze trwa,
jakby niczego nikt nie zmieniał.

U skraju lasu ten sam krzyż.
Ta sama droga, nasze ślady.
W tym samym łóżku ze mną śpisz.
Czemu nie wstajesz? Świt już blady.

Przecież na łąki jechać czas.
Siano skoszone zgrabić trzeba.
Trzeba zanurzyć się w ten las,
za którym łąka na nas czeka.

A jeśli nawet trawa tam
dawno skoszona i zgrabiona,
będzie tam na nas czekał Pan.
U niego trawa wciąż zielona.

Bydgoszcz, 12 marca 2018 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha