Św. Wojciech

Św. Wojciech

Gdzie koniec Rzgowskiej drogi był,
gdzie bruk na asfalt się zamieniał,
gdzie Olechówki nurt się wił.
ku Stawom Jana do Jasienia,
ramiona wież nierównych wznosił
kościół z czerwonej cegły cały.
Na dzwonach cichą pieśń mu nucił
wiatr. I spokojnie gnał gdzieś dalej.

Wędrowców, których gościł trakt,
Święty ich Wojciech żegnał, witał,
kiedy wzniecając kurz i piach
ciągnęli drogą. Gdzie? Nie pytał.
On im w podróży tam i tu
malał i wzrastał. Był i znikał.
Jednym się kończył tutaj bruk
innym ten bruk się tu zaczynał.

Przez Rzgowskiej drogi kurz i piach.
na siny bruk ulicy Rzgowskiej
cienie nierównych wieży kładł
i patrzył z troską na wędrowców.
Gdy zaś wędrowiec ziemską drogę
zakończył w jego wnętrzu ciemnym
przyjmował, czule tulił głowę,
a dzwon żałobne śpiewał pieśni.

Kiedy zatrzymam się w swej drodze
by spowiedź zrobić – jeśli wreszcie –
ciało i głowę swoją schłodzę,
gdy bólu więcej w niej nie zmieszczę.
A jeśli na nic wszystkie rady
gdy mnie nie zbawią zimne skronie,
zagram ze śmiercią. Dla zabawy.
Kartę wyciągnę złą. I koniec.

Dalej nie będzie pewnie nic.
Wyruszy wóz skrzypiący kołem.
Z urny rozsypią popiół w piach.
I coś co będzie pod popiołem.
Matce pod serce, ojcu do rąk.
Na smutek, żal, łzy na powiekach.
Na zawsze mnie zabiorą stąd.
Zostanie tylko coś. W alejkach.

Dalej nie sięgam, nie śnię wcale,
jedynie oczy lekko mrużę.
To Święty Wojciech stoi, wzniosły,
zaś drzewa jak Anioły Stróże
ulicą Rzgowską kroczą prosto,
a wiatr, co wartę trzyma w górze,
liście im gładzi z wielką troską.

Bydgoszcz, 15 kwietnia 2015 r.,

Pióro

 

Milton Ha

Reklamy

Kondukt

Kondukt

Z Wojciecha mnie powiezie wóz
Prosto jak strzelił Rzgowską drogą
Konie, z kopyta, wznosząc kurz
Do bram Franciszka mnie powiozą.

Powolnym tempem, krok za krokiem
nie zatrzymując się po drodze,
pozwolą spojrzeć jednym okiem,
wolno puszczając koniom wodze.

Spojrzeć na miejsca, na mój świat.
który zostawiam na ulicy
Na puste bramy, okna, kurz,
każdej mijanej kamienicy.

Z powrotem na południe wóz
skierują w jak najdalszą drogę.
a temu, co mnie będzie wiózł
zapłacą hojnie. Idźże z Bogiem!

Kiedy nie będzie dalej nic,
jedynie koniec mej ulicy,
Franciszka brama skończy byt.
Rozsypią prochy żałobnicy.

Matce na serce, ojcu na tors
co dawno leżą już pospołu
popiół wysypią, oraz COŚ.
Jeśli coś będzie prócz popiołu.

Bydgoszcz, 15 kwietnia 2015 r.,

Pióro

 

Milton Ha

Fado zwodnicze

Fado zwodnicze

Gdy gitara rzewnie gra.
Gdy muzyka płynie hen.
Ja w oczekiwaniu trwam.
Co noc nowy sen znów śnię.

Nie będzie ta, nie będzie owa, będzie tamta.
Może być zła, nie całkiem ma, byleby warta.
Raz będzie tu, raz będzie tam, choćby i czarna.
Zatańczyć z nią, z dziewczyną mą. O, duszo harda!

A gitara wciąż nam gra.
A muzyka płynie wciąż.
Kocha ją ten, co ją ma.
Raz kochanek, a raz mąż.

Nie była ta, nie była owa, była tamta.
Nie była zła, nie całkiem ma. Czy była warta?
Raz była tu, raz była tam, nie była czarna.
Tańczyła z nim, tańczyłem z nią. To była Marta.

Wciąż gitara cicho gra.
I muzyka płynie wciąż.
Inny w oko Tobie wpadł.
Nie kochanek to, nie mąż.

Nie będzie ma, nie będzie nowa. Nie będzie Marta.
Choć była zła, uronię łzę, bo była warta.
Taka ze snu, taka w sam raz, nie zgrana karta.
Zatańczyć raz, ten jeden raz, za sprawą czarta.

Bydgoszcz, 13 marca 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha

 

Fado Vadio

Fado!

Fado!

Fado, czemuś ty taka smutna?
Fado, czemuś nie bałamutna?
Czemu me serce chwytasz w szpony
i w tak żałosne wpadasz tony,
że ciągle słucham cię w zachwycie
i kocham, kocham ponad życie.
Fado!

Fado, jak droga, nikniesz w dali.
Fado, jak smutek, żal mnie palisz.
Żal nad początkiem, końcem pieśni.
Smutek za morzem, co nie pieści.
Za wszystkim, za czym w rejsu czasie
tęsknię i marzę sobie, czasem.
Fado!

Fado, od brzegu ku mnie przypłyń!
Fado, łodzi żagle wypełnij!
Na brzeg piaszczysty mnie sprowadź tu,
gdzie pieśń Mariza wyśpiewa znów.
Gdzie skał urwiska w morskiej toni
odbicia swoje darmo gonią.
Fado!

Fado, zaśpiewaj cicho, rzewnie!
Fado, ty znowu mnie obejmij!
Kiedy w ramiona znów Ją wezmę,
melodia niech poruszy ziemię
i w rytmie Fado, pieśni tęsknej,
niech z nią zatańczę, jak najpiękniej.
Fado!

Bydgoszcz, 28 lutego 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha

Żeglarza pieśń ostatnia

Żeglarza pieśń ostatnia
Interpretacja utworu: Fado Português, wyk. Amália Rodrigues

Pieśń zrodzoną w jednej chwili,
wiatr dziś wyśpiewa mi.
Niebo się w morze pochyli
Za mną, żeglarzem śmiałym,
pociągnie moją łódź
Śpiewając do mnie: Chodź!
Śpiewając do mnie: Chodź!

Taki już jest mój los
Ni gór, ni lasów, ni dolin
Owoców złotych, ni kwiatów polnych,
Hiszpanii nie zobaczę, ni piasków
Portugalii, ni brzegu
tak wyczekiwanego.

I tylko ból zostanie,
gdy razem z łodzią kruchą
na wieki już odejdę,
a wargi słone jak morze
już nigdy nie spotkają
warg drugich i powietrze
całować przyjdzie mi.

Żegnaj matko, żegnaj Mary.
Idę do tego, co mi przysiągł,
że nigdy mnie nie opuści.
Co chlebem swoim nakarmił.
Do tego, co się nazywa Bóg.
Morze, zaś, to mój grób.

Gdy pieśń zrodzoną w chwili
wiatr ten wyśpiewa znów,
znów niebo się w morze pochyli,
i za żeglarzem drugim
pociągnie jego łódź.
Śpiewając jemu: Chodź!
Śpiewając jemu: Chodź!

Bydgoszcz, 23 lutego 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha

Fado z Tamanquinhas

Fado z Tamanquinhas
Interpretacja utworu: Fado com Tamanquinhas, wyk. Amália Rodrigues

Tęsknię za taką pieśnią,
i za Lizboną piękną,
która szalona i zła.
Jest jednak czysta i dobra
I lekkomyślnie niewinna.

I za przepychem Chiado
gdzie, siedząc sobie na patio
krawcowa śpiewa fado,
a rynek dzielnicy jest sceną
zaś Tag zasłuchany w niej trwa.

Dlatego śpiewam swe pieśni,
a słucha ich słońce i księżyc.
O tym jak chodzę w procesji,
radosnych marszach ulicznych,
zazdrości i namiętności.

Tęsknię za piękną Lizboną.
Do przeciwieństwa jej dzielnic.
Nieśpiesznej jej Madaragoa.
Tak, wszystkie zalet i wady
Ta moja Lizbona ma.

Bydgoszcz, 23 lutego 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha

Io Sono Siciliano!

Io Sono Siciliano!

W dialekcie sycylijskim nie ma czasu przyszłego.
Jeśli ktoś by zapytał, czemu to wszystko służy
nie dowie się nigdy prawdy, nie zrozumie tego,
że czas przyszły jest dzisiaj, starczy tylko żyć dłużej.

Słowo świętsze tu bywa od pieniędzy bezmiaru.
Może właśnie dlatego, żyją tam dniem dzisiejszym.
Często jednak wracają do przeszłości wymiaru
żeby sprawdzić, co kiedyś oznaczało szczęście.

Może to jest recepta, może to jest metoda?
Za nic mieć to, co przyszłe, żyć jedynie tą chwilą.
Cóż nam z tego, że jutro się popsuje pogoda,
skoro dzisiaj tak pięknie ptaki w ogrodzie kwilą.

Jakże dumnie brzmią słowa tej sycylijskiej pieśni,
pieśni sławiącej przeszłość, wyśpiewywanej piano,
choć w słowach jej jedynie płynie czas teraźniejszy:
„Io sosno Siciliano! Io sono Siciliano!”

Kiedy patrzę przed siebie, i przyszłości nie widzę,
wtedy śpiewam pod nosem melodię mało znaną.
I od razu mi lepiej, wiem, że sobie poradzę.
„Io sosno Siciliano! Io sono Siciliano!”

Bydgoszcz, 24 maja 2017 r.,

Pióro

 

Milton Ha