Kanikuła

Kanikuła

Upał taki, że wytrzymać trudno w murach.
Na powietrzu też wysiedzieć jest nie sposób.
Trąbią w mediach, że nastała kanikuła(*).
Ponoć Słońce na Psa zeszło, jak co roku.

Gorąc straszny, psy zdychają w cieniu drzewa.
Kot najchętniej by wyliniał do imentu.
Pot po tyłku ścieka wszystkim z prawa, z lewa.
Wieczór wzmaga zapach kocich ekskrementów.

Kanikuła. Słońce mknie po ekliptyce.
Wszech duchota, że się nie chce kiwnąć palcem,
a mnie naszło i wiersz letni właśnie piszę.
Psu na budę. Caniculi, co dziś malcem.

Dziś jest mały, jak kuleczka, jak okruszek.
Wszystko przed nim. Kanikuła też niejedna.
Gdy podrośnie, będzie wciąż dostarczał wzruszeń
starszym państwu, zanim przyjdzie się pożegnać.

W miejskich parkach, na ławeczkach zacienionych,
gdzie się życie zatrzymało w swoim pędzie,
przesiadują ci, co wszystkie życia strony
już poznali i już wiedzą co, jak będzie.

Przecież minie, jak co roku kanikuła.
Słońce dalej powędruje w owczym pędzie.
Psią pogodą jesień znowu się rozhula.
Igrzysk w Rzymie, tak przypuszczam, już nie będzie.

Znikną z ławek, spod platanu, starsi państwo,
bo najlepiej oni wiedzą kiedy odejść.
I choć odejść, tak po prostu, nie jest łatwo,
lepiej z pieskiem niż samotnie ruszyć w drogę.

(*) Kanikuła (łac. canicula, dosłownie piesek) – pora roku w starożytnym Rzymie, w której Słońce znajdowało się w gwiazdozbiorze Psa. W tym czasie cesarz rzymski zarządzał zorganizowanie igrzysk.

Bydgoszcz, 1 lipca 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro Milton Ha

Ulica Główna

Z cyklu: Raj utracony

Ulica Główna

Ulicą Główną, w mieście Łodzi,
którą wspominam z rozrzewnieniem
idę i mało mnie obchodzi,
że nie istnieje, że wspomnieniem.

Czas się zatrzymał, a ja drepczę.
Ulica Główna wciąż ta sama.
To samo dusi mnie powietrze
dymem z kominów, już od rana.

Wciąż pod stopami krzywy chodnik,
bruk na ulicy lśni po deszczu.
Jeszcze się żarzy we mnie ognik,
a przecież wszystko to już przeszłość.

Tamtej ulicy dawno nie ma.
Ponad pół wieku, dobrze licząc.
A mnie dziś wzięło na wspomnienia
i wstecz pognało tą ulicą.

Ulicą Główną, w mieście Łodzi,
którą wspominam z rozrzewnieniem
idę raz jeszcze, ja, przechodzień,
prosto jak strzelił. Dokąd? Nie wiem.

Bydgoszcz, 30 czerwca 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

F30062022

Wieczór wzmaga zapachy

Wieczór wzmaga zapachy

Wieczór wzmaga zapachy

Las na górkach pachnie
zeszłorocznym pożarem
Trawa na skłonie pachnie
śmiercią usychającej łąki
Z balkonu sąsiada
śmierdzi papierosowy dym

Po stu dwudziestu dwóch dniach wojny
nie chcemy wiedzieć jak pachną
gruzowiska Mariupola
spalone domy w Lisiczańsku
masowe groby pod Buczą
niepochowani w ruinach Azowstalu

Wieczór wzmaga zapachy

Wszędzie

Bydgoszcz, 25 czerwca 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

F25062022

Pustą ulicą

Z cyklu: Raj utracony

Pustą ulicą
Ojcu, w Dniu Ojca i na co dzień…

Pustą ulicą miasta,
co wciąż powiela twe kroki,
wracam, by ciebie zastać.
Wędruję miastem stuokim.

Szepczą coś kamienice,
że darmo chodnik szlifuję,
że na naszej ulicy
czas nową piszę fabułę.

Mówią ciemne speluny,
zapadłe w niebyt przeszłości,
że rzuciłeś już cumy
ruszając w rejs, ku wieczności.

Pustą ulicą miasta,
co wciąż powiela twe kroki,
z każdym krokiem dorastam.
Idę, nie patrząc na boki.

Bydgoszcz, 23 czerwca 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

F23062022

Na zdjęciu:

1965 r, październik, Jerzy Majkowski, przed wejściem do III DS UŁ Pretor

Wyznanie niewiary

Wyznanie niewiary
czyli przydługi wiersz o rozterkach wiary autora

Nie wierzę w przyszłość. Mówiąc szczerze
nawet, że przyjdzie, też nie wierzę.
Nie wierzę żadnym politykom,
słupkom sondaży, statystykom.

Lekarzom, którzy biorą w łapę.
W wyższość zlecenia nad etatem.
Prawnikom, sędziom, komornikom.
Nie wierzę nawet satyrykom.

Duchownym, zwłaszcza przy spowiedzi.
W mądrość narodu vel gawiedzi.
Nie wierzę w mędrca szkiełko, oko.
Małym, co mierzą zbyt wysoko.

Wysokim, co się zniżą ku mnie.
Głupim, co samo się rozumie.
Mądrym nie wierzę przez przekorę.
Zdrowym, co mówią, że to chore.

Chorym, co zdrowych wciąż udają
i tym, co co dzień umierają.
Nie wierzę tym, co wierzą wszystkim.
Nie wierzę grubym, chudym, niskim.

Właściwie mógłbym, dacie wiarę,
napisać jeszcze wersów parę,
jednak nie wierzę, by ten wierszyk
zdobył uznanie, poklask szerszy.

Nie wierzę, że przeczyta wielu,
bo wiersz zbyt długi, o peelu*.
Wszystko przez fakt ten, że nie wierzę.
Szczególnie w przyszłość, mówiąc szczerze.

Jedynie wierzę, że na koniec,
opublikuję na mej stronie,
wiersz, co rozśmieszy śmierć, aż pęknie.
Dopiero wtedy będzie pięknie.

Nikt już nie umrze, oprócz śmierci.
Ludzie uwierzą, że są lepsi.
Mądrzy naprawdę będą mądrzy.
Złych już nie będzie, sami dobrzy.

Nie będzie głupich, złych, sprzedajnych.
Świat będzie piękny, ludzie fajni.
Lecz trudno będzie, mówiąc szczerze,
w ten cud uwierzyć. Ja nie wierzę.

Dzisiaj trzynasty. Stąd niewiara?
Cóż, warto chyba się postarać
i siostrom złożyć dziś życzenia,
nawet gdy żadnej siostry nie masz.

Dzisiaj Dzień Siostry, jak co roku,
Tęsknię, wspominam ze łzą w oku.
Te co daleko, stale bliskie.
Tę, co po tamtej stronie. Wszystkie.

Jest nić, co łączy, w którą wierzę.
Jedyna taka, mówiąc szczerze.
Nić, której nie rozerwiesz siłą.
W nią jedną wierzę. Wierzę w miłość.

Bydgoszcz, 13 czerwca 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

(*) peel (PL) – podmiot literacki

PióroMilton Ha

F13062022

Leń

Leń

Choć leni się leń, codziennie
I leni się leń, niezmiennie,
To bardzo sobie leń ceni,
Że tak skutecznie się leni.

Czasem leń sobie pomyśli,
Żeby coś zrobić, aliści
Już górę bierze natura
I leni się, kreatura.

Leń bardzo lubi się lenić.
Potrafi nawet docenić,
Że inne lenie się lenią,
Bo leniąc się nic nie zmienią.

Mnie również dopadł dzień lenia,
Więc piszę wiersz, od niechcenia,
O leniu, co tak się lenił,
Że nic nie robiąc, coś zmienił.

„Co zrobił?”- ktoś się zapyta.
Wam zdradzę, to był niewypał.
Choć nie wiem jak i dlaczego,
Zamienił NIC, w NIC TAKIEGO.

Bydgoszcz, 12 czerwca 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

F12062022

Do Przyjaciół

Do Przyjaciół
W Dniu Przyjaciela

Zjawiasz się, niezawodnie.
Nie odliczam chwil
od chwili gdy jesteś do chwili gdy ciebie nie ma.
Zjawiasz się niezawodnie
kiedy tylko na chwilę zwątpię
w twoje istnienie.
Przyjacielu mój.
Smutku.

Zjawiasz się dojmująco.
Nie odliczam chwil
które upływają mi bez ciebie i z tobą.
Zjawiasz się dojmująco
kiedy tylko pomyślę
że życie bez ciebie
jest możliwe.
Przyjacielu mój.
Bólu.

Zjawisz się nieodwołalnie.
Nie ja odliczam chwile jakie pozostały
do dnia twego przyjścia.
Zjawisz się nieodwołalnie
jeśli tylko wpadnę na pomysł,
że można by jeszcze…
Przyjaciółko moja.
Ostatnia.

Bydgoszcz, 9 czerwca 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

F09062022

Podzwonne wieszczom – Suplement

Podzwonne wieszczom – Suplement

Błazeńską czapkę zgubił wieszcz
i dzwoneczkami już nie brzęknie.
Może napisze nowy wiersz,
lecz kogo wizją swą przelęknie?

A widzi przecież. Idzie śmierć.
Bieda i głód i zamęt wszelki.
W głowie kołacze mu się pieśń,
lecz kto uwierzy słowom pieśni?

Niewielu, może nawet nikt.
Jak zwykle, stracą czas na swary.
Nic im, że wojna, morze krwi.
Że wróg odwieczny miasta pali.

Przecież nie u nas. Wojna gdzieś.
Więcej obchodzą ich wybory.
Choćby utracić przyszło cześć,
jałowe będą toczyć spory.

Wyciągać będą cały szlam,
to polityki czarne błoto
i żeby wdrożyć własny plan,
wzajem obrzucą nim, z ochotą.

Poświęcą wolność, równość praw,
byleby tylko władzę posiąść.
Jedni z okrzykiem: „Boże zbaw!”
Inni gwiazd ośmiu zdjęci mocą.

A zwykły człowiek? Jest jak śmieć.
Dla nich nieważne o czym marzy.
Wolność, niepospolita rzecz.
Jak ją ochronić, gdy się zdarzy?

Wolności trzeba strzec jak snu.
Jak dziecka, co w kołysce drzemie.
By, gdy się zbudzi, mogło tu
marzyć i kochać, żyć najpełniej.

Błazeńską czapkę kupię, wiesz,
w potrzebie dzwoneczkami brzęknę.
O czym napiszę nowy wiersz?
Wiersz o wolności. Za nią tęsknię.

Bydgoszcz, 4 czerwca 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

F04062022

Jak długo trzeba

Jak długo trzeba
Obrońcom Ukrainy, w setnym dniu okrutnej wojny.

Pierwszy dzień, drugi. Już tydzień. Miesiąc.
Już trzy miesiące. W krąg gruzowisko.
Sto dni. Rakiety, bomby wciąż lecą,
A oni walczą. Walczą o wszystko.

O swoją wolność, o niepodległość.
O step, nad którym chmary jaskółek.
O miasta, wioski. O dzieci przyszłość.
O każdą cerkiew, dom i przysiółek.

O Ukrainę, która jak matka
Przytula dzieci swoje do siebie,
Której codziennie każdy zaświadcza,
Że odda za nią życie w potrzebie.

Walczą i będą aż do zwycięstwa.
Jak długo trzeba. Choćby dni tysiąc.
Obrońcom matki nie braknie męstwa.
Poeci w wierszach czyny ich spiszą.

A kiedy z hukiem wypędzą wroga,
Kraj odbudują, wspaniały, żyzny.
Wyjdą przed domy, siądą na progach
Wdychać zapachy wolnej ojczyzny.

Bydgoszcz, 3 czerwca 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

F03062022

Była tam jedna

Była tam jedna
Parafraza wiersza/piosenki Agnieszki Osieckiej pt. „Oczy tej małej”

Pan nie uwierzysz, panie starszy,
i wierz mi panie, to nie żarty.
Miłość pan możesz dzisiaj kupić
za modną kurtkę, dobre buty,
a jakby tego było mało
za flakon perfum sprzeda ciało.
Miłość na sprzedaż i do tego,
w alejce centrum handlowego.

Była tam jedna, oczy piękne,
ciało tak młode, jakże chętne
lecz gdyby jednak się zdarzyło
czy to by jeszcze była miłość.

A wiesz pan, panie, w Internetach,
można przebierać tam, w kobietach.
Miłość na jeden klik od ręki,
pozy, pozycje, spazmy, jęki,
a jakby tego było mało
możesz pan w domu mieć ją całą.
Miłość z dowozem, w każdej porze,
w domu, a nie w obskurnej norze.

Chciałem mieć jedną, oczy piękne,
ciało tak młode, jakże chętne
lecz gdyby jednak się zdarzyło
czy to by jeszcze była miłość.

Ty jeszcze nie wiesz, drogi panie.
Przyczyną śmierci zakochanie,
gdy zniewolenie, handel ciałem
i krew, i łzy, i nic nie trwałe,
a jakby tego było mało
w ciemnej otchłani skryta całość.
Nie miłość to, lecz bliżej śmierci
sercu, co strachem zdjęte w piersi.

Była tam jedna, oczy piękne,
ciało tak młode, tak ponętne,
lecz bez jej zgody się zdarzyło.
Śmierć do niej przyszła, a nie miłość.

Bydgoszcz, 30 maja 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

…………………………………………………..

AGNIESZKA OSIECKA

Oczy tej małej

Posłuchaj pan, panie podróżny,
co się zdarzyło na Próżnej:
Żyła tam Jagna, dobra i czysta,
i chodził do niej Jan kancelista,
akurat to była niedziela,
kręciła się karuzela.
Zabrał tam Jagnę kochanek czuły
i całkiem zmącił jej miły umysł.

Oczy tej małej jak dwa błękity,
myśli tej małej – białe zeszyty.
A on był dla niej jak młody bóg,
żebyż on jeszcze kochać mógł.

A lato, jak bywa w Warszawie,
młodym służyło łaskawie.
On ją zabierał nieraz na lodki,
a ona jego leczyła smutki.
Posłuchaj pan, panie wędrowny:
nastał ten dzień niewymowny,
odszedł bez słowa kochanek podły,
na nic się zdały płacz jej i modły.

Oczy tej małej jak dwa błękity,
myśli tej małej – białe zeszyty.
A on był dla niej jak młody bóg,
żebyż on jeszcze kochać mógł.

Pociągi odchodzą i statki,
ona nie wróci do matki.
Kto by uwierzył w całym Makowie,
że dla niej światem był jeden człowiek.
Przez niego więc siebie zabiła
ta, co z miłości tańczyła.
Bóg jej wybaczył czyny sercowe
i lody podał jej malinowe.

Oczy tej małej jak dwa błękity,
myśli tej małej – białe zeszyty.
A on był dla niej więcej niż Bóg,
żebyż on jeszcze kochać mógł.

Posłuchaj, niewierny kochanku,
co nienawidzisz poranków:
wróci jeszcze do ciebie ta trumna,
gdzie leży twoja kochanka dumna.
Bo taki, co kochać nie umie,
przegra – choć wszystko rozumie.
Bóg cię pokaże swą nieczułością
za to, żeś gardził ludzką miłością.

Oczy tej małej jak dwa błękity,
myśli tej małej – białe zeszyty.
A tyś był dla niej więcej niż Bóg,
pokłoń się do jej martwych nóg.

Młodzi m. Łodzi

#młodzimłodzi

Młodzi m. Łodzi
W Dzień Dziecka, z dedykacją dla „starszej młodzieży”

My, młodzi z miasta Łodzi,
My, co nas szron przyprószył.
Jeszcze nas coś obchodzi
Jeszcze nas coś poruszy.
Choć w kościach łupie, strzyka,
Choć zwisa z tyłu, z przodu,
Jeszcze nam gra muzyka.
Jeszcze chcemy powodu.
My, młodzi z miasta Łodzi,
My, co nas szron przyprószył.
Choćby się bóg nie zgodził,
będziemy młodnieć. W duszy.

Bydgoszcz, 1 czerwca 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

19631200 Wojciech Majkowski, Łódź, zdj. 4

F01062022

Dzieciom świata

Dzieciom świata

Świata bez wojen, przemocy, głodu.
Matek cierpliwych, ojców pod ręką.
Słońca niezmiennych wschodów, zachodów,
co wam wrażliwość dadzą na piękno.

Swobody myśli, czynów, tworzenia.
Odwagi wielkiej w patrzeniu w przyszłość.
Chęci by wszystko odkrywać, zmieniać
i tyle czasu by wam to wyszło.

I mógłbym jeszcze pisać i pisać,
lecz dopiszecie sami ciąg dalszy.
Niech wam się spełni tych życzeń lista
po nieskończoność… Tyle wystarczy.

Bydgoszcz, 1 czerwca 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

F01062022

Na Kondratowej pali się

Schronisko PTTK na Hali Kondratowej na Hali Kondratowej

Na Kondratowej pali się
W dniu 31 maja 2022 roku, gdy zapłonęło schronisko na Hali Kondratowej.

Pali się, pali. Na Kondratowej.

Wędrowcze utrudzony
gdzie teraz złożysz głowę?
Kiedy przysiądziesz znowu
na Hali Kondratowej?

Pali się, pali. Na Kondratowej.

Krzyżu, co na Giewoncie
sięgasz nad chmurę płową,
ześlij na dół ulewę
na Halę Kondratową.

Pali się, pali. Na Kondratowej.

Szlaku kamienny, ostry,
co wiedziesz nas tu drogą,
prowadź ich na ratunek
na Halę Kondratową.

Pali się, pali. Na Kondratowej.

Panie, coś góry stworzył
i smreki, z których owoc
– schronisko pod Giewontem –
Ty ochroń Kondratową.

Pali się, pali. Na Kondratowej.

Zdążyli. Chwała wszystkim,
co nieśli pomoc ową.
Sen dobry mi się przyśni…
Znów idę Kondratową.

Będziemy spali. Na Kondratowej.

Bydgoszcz, 31 maja 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro Milton Ha

PS
Szczęśliwie, pożar został szybko opanowany. Ogień ugaszono. Co za ulga.

F31052022

Schronisko PTTK na Hali Kondratowej na Hali Kondratowej
Schronisko PTTK na Hali Kondratowej na Hali Kondratowej

Dobre wino

Dobre wino

Wciąż pamiętam ten czas winobrania.
Cierpkie grona i słodycz ust twoich.
Wciąż powracam do chwil, gdy zabraniasz,
gdy krok dalej postąpić się boisz.

Wciąż pamiętam jeziora toń chłodną.
Perseidów rozbłyski na niebie.
Wciąż pamiętam rozmowę wieczorną
i odpowiedź, że może, że nie wiesz…

Dni pobiegły jesieni naprzeciw.
Jak twe włosy zrudziały się drzewa.
Piszę list, potem drugi i trzeci.

Odpowiadasz, że „Właśnie tak trzeba
tej miłości, o której poeci…
Dobre wino też długo dojrzewa.”

Bydgoszcz, 30 maja 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

F31052022

Sprzedani

Sprzedani

Już cię sprzedali, za srebrniki.
Za święty spokój, uścisk dłoni.
Za handel ropą, gazem, wszystkim.
Już nie dostarczą nowej broni.

Krwawisz z otwartych ran, kraino,
Giną najlepsze z dzieci twoich,
A w gabinetach strach przed zimą,
Głodem w Afryce, niepokojem.

Już namawiają do układów,
Rysują świata nową mapę,
A ukraiński Konrad z Dziadów
Już traci wiarę w cud, w agape.

Pola się stają karminowe.
Rzeki krwią dzieci twoich płyną,
Wnet umęczoną złożysz głowę.
W końcu ulegniesz Ukraino.

Już cię sprzedali, za srebrniki.
Za hossę giełdy, wzrost indeksów,
Za Krym, za wschodnie republiki.
Już liczą zyski z interesów.

Gdzie jest w tym wszystkim sens, znaczenie?
Gdzie bóg jakowyś, jeśli jakiś?
Wieczór wydłuża ruin cienie.
Już noc zapada, cichną ptaki.

Kiedyś, nad ranem, śpiewu ptaków
Nad ruinami nie usłyszysz.
Nie wyjdą z ruin do ataku
sprzedani śmierci za srebrniki.

Bydgoszcz, 28 maja 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

F28052022

Wszystko

Z cyklu: Raj utracony

Wszystko
Mamie na Dzień Matki

Może tam stoisz, na tamtej miedzy
zrywając chabry, które jak niebo.
Może tam czekasz, w tym domu z cegły,
szykując obiad. Nie sprawdzę tego.

W tym domu dawno mieszka ktoś inny.
Na miedzy pusto, jedynie chabry
zaniebieszczyły pól gobeliny,
jak w twoim niebie. W nich szukam prawdy.

Od lasu wraca coś, jakby echo
twych słów szeptanych nad mą kołyską.
Obraz czy miraż? Coś pod powieką.
Jakże niewiele. Dla mnie to wszystko.

Kiedy mi przyjdzie wyruszyć w drogę,
nazrywam chabrów całe naręcze.
Choćby Bóg skarcił na bramie, wzrokiem,
przyniosę z sobą. Nie mam nic więcej.

Bydgoszcz, 26 maja 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

F26052022

Kiedy mamie wydawało się, że mogę być małą dziewczynką...
19610621 Alina i Wojciech Majkowscy, Charbice Górne

… kiedy mamie wydawało się, że jeszcze mogę być małą dziewczynką.

Przewracanie kartki

Image by cromaconceptovisual from Pixabay

Przewracanie kartki

zapisany na marginesie życia
pismem odręcznym, niewyraźnym,
nieudolnie próbuję nie przejść
na drugą stronę

trzymają mnie tutaj
inne zapiski

przecież po drugiej stronie
nie czeka nic innego
niż wyryty dłutem w granicie
margines niebytu

przeraża mnie jedynie
przewracanie kartki

Bydgoszcz, 25 maja 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

F25052022

Dwie Zofie

Z cyklu Raj utracony:

Dwie Zofie
Babci, Zofii Majkowskiej z d. Dobek (* 4.08.1911 – † 8.02.1998)
Mamie, Alinie Zofii Majkowskiej z d. Różyckiej (* 14.02.1939 – † 10.05.2003)

Zapomnieć nie da się. Za wcześnie.
Kiedyś się przyjdzie spotkać.
W rewersie okna wciąż czereśnie.
W kuchni majaczy postać.
Jedynie cisza w całym domu
zdradza, że Zofia duchem.
Ni przynieść wody, nie komu,
ni wody w studni suchej.

Zapomnieć nie da się. Za wcześnie.
Kiedyś się przyjdzie spotkać.
W rewersie okna, w moim mieście,
kwitnący bez się rozsiadł.
Tak samo cicho, jak u Zofii,
w kuchni ni śladu Zosi.
Nie pachną pastą już podłogi,
do stołu nikt nie prosi.

Zapomnieć nie da się. Za wcześnie.
Kiedyś się przyjdzie spotkać.
Nazrywam Zofii garść czereśni,
usiądę z nią na schodkach.
Alinie-Zosi, przy obiedzie,
powiem, co w świecie słychać.
Może mi zdradzą dokąd wiedzie
ta droga, wciąż zakryta.

Bydgoszcz, 15 maja 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

F15052022

Modlitwa na połoninie

Modlitwa na połoninie

Modlić się…
Jak to zrobić?
Skąd mi to wiedzieć Panie?

Modlić się…
W SŁOWIE brodzić?
Wspinać się z nim na granie?

Modlić się…
Gdzie i po co?
Odpowiesz, nim przeminę?

Modlić się.
Wszech się złocą
trawy na połoninie.”

Bydgoszcz, 13 maja 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Pieśń o obrońcach AZOWSTALU

Pieśń o obrońcach AZOWSTALU

Są twardzi niczym mocna stal.
W podziemiach wciąż się kryją.
Nie, nie upadnie AZOWSTAL,
bo walczą wciąż, wciąż żyją.

Jeszcze mam sprawną jedną dłoń.
Jeszcze oddycham, żyję.
Jeszcze potrafię unieść broń.
Jeszcze me serce bije.

Za każdy ziemi skrawek tej,
Za każdy skrawek nieba,
Choćby i po mnie tylko lej,
weź Panie, ile trzeba.

Tylko mi kwartę wody daj,
Daj choćby kromkę chleba,
Nadzieję na kolejny maj,
Śpiew ptaków, błękit nieba.

Ostatni nabój poślę im.
Na mnie by było szkoda.
Tak długo jak mi starczy sił,
Piersią powstrzymam wroga.

W niej Ukraina, w sercu mym.
To moja miłość, matka.
Dopóki bije, ja, jej syn,
trwać będę, do ostatka.

Są twardzi niczym mocna stal.
W podziemiach wciąż się kryją.
Nie, nie upadnie AZOWSTAL,
bo walczą wciąż, wciąż żyją.

Bydgoszcz, 12 maja 2022 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

F13052022