*** już rozbił wszystko

*** już rozbił wszystko

Z inspiracji wierszem E.E. Cummings’a pt. *** kiedy się bogu spodobało

już rozbił wszystko nawet atom
już tyle odpowiedzi znalazł
już innym się przygląda światom
myśli że boga znajdzie zaraz

nie znajdzie szuka gdzie nie trzeba
odpowiedź przecież nosi w sobie
w innym wszechświecie inne drzewa
na krzyż zamienia inny człowiek

było jest będzie nie wiadomo
bóg czy bogowie lub przypadek
czy padnie znowu „Ecce homo”
na pewno może innym razem

Bydgoszcz, 22 września 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

………………………………………………………………………………..

Edward Estlin Cummings

***kiedy się bogu spodobało

kiedy się bogu spodobało
wynaleźć wszystko nabrał tchu
większego niż cyrkowy balon
i wszystko naraz puścił w ruch

gdy człowiek zniszczyć chciał samego
siebie tak długo przesiewał
było i będzie aż znalazł dlaczego
i strzaskał je w ponieważ

Żurawie

Żurawie

Namalowałaś ptasim piórem
na letnim nieboskłonie
słońce, co skryło się za chmurę
wieszczącą lata koniec

I klucz żurawi, hen wysoko,
co w ślad wieczoru płyną
w przeciwną stronę tym obłokom,
za horyzontem ginąc.

Ref.
Jesienny klangor z nieba płynie.
Echo wtóruje mu w dolinie.
A w twoich oczach klucz żurawi
przebija słońce. Niebo krwawi.

Dokąd tak lecą? Kto im każe?
To jesień im powodem.
Świecące nocą gwiazd lichtarze
wskazują dobrą drogę.

Wiosną powrócą. Ptasim chórem
obwieszczą zimy koniec.
Znów namalujesz ptasim piórem
słońce na nieboskłonie.

Ref.
Jesienny klangor z nieba płynie.
Echo wtóruje mu w dolinie.
A w twoich oczach klucz żurawi
przebija słońce. Niebo krwawi.

Bydgoszcz, 20 września 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Rozmawiamy

Z listów do O. (7)

Rozmawiamy

rozmawiamy
przez telefon
przez skajpa
przez timsy
kiedy wyjeżdżasz

kiedy jesteś
nie rozmawiamy
wymieniamy jedynie
komunikaty

czekam
na komunikat
kiedy znowu wyjeżdżasz

mam ci tak wiele do powiedzenia

Bydgoszcz, 20 września 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

W piaskownicy

Z cyklu: Raj utracony

W piaskownicy
ojcu

przyglądam się wnukowi
jak balansuje
na krawędzi piaskownicy

z jednej strony morze miękkiego piasku
z drugiej strony morze miękkiego błota
z każdej strony nieskończenie wiele możliwości

nie boję się że spadnie
boję się że kiedy spadnie
nie spróbuje ponownie

ty mnie tego nie nauczyłeś

Bydgoszcz, 20 września 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Podniebnym szlakiem

Podniebnym szlakiem

Niebo zszarzało, mgła nad łąką
i coraz ciszej rankiem, w lesie.
Granatowieją czoła frontom,
gdy z deszczem niosą chłodną jesień.

Niebem już suną w kluczach, w stadach,
wędrowcy dróg im tylko znanych
i giną, kiedy zmrok zapada,
za horyzontu granicami.

Ref. x2
Ptaki, wędrowcy nieba.
Nie znacie żadnych granic.
Tylko tyle mi trzeba –
Być ptakiem między wami.

Wciąż mnie się marzy taka jesień,
że mnie weźmiecie razem z sobą.
W tę podroż za bezkresów siedem,
za siedem mórz i gór za wodą.

I z góry przyjdzie mi popatrzeć,
jak wiatr wygładza ręką trawy.
I się uwolnię, raz na zawsze.
Zostawię w dole ludzkie sprawy.

Ref. x2
Ptaki, wędrowcy nieba.
Nie znacie żadnych granic.
Tylko tyle mi trzeba –
Być ptakiem między wami.

A jeśli mi nie będzie dane,
zaczekam w oknie, aż do wiosny.
Na ten znajomy śpiew nad ranem.
Na promień słońca jasny, ostry.

Na tę opowieść o podróżach
podniebnym szlakiem, nad chmurami.
Gdy jesień powie – „Czas wyruszać.” –
może tym razem ruszę z wami…

Ref. x2
Ptaki, wędrowcy nieba.
Nie znacie żadnych granic.
Tylko tyle mi trzeba –
Być ptakiem między wami.

Bydgoszcz, 15 września 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Jesienna impresja

Jesienna impresja

Rżyska już dawno zaorane.
Na kartofliskach schną już łęty.
Z mgieł, co nad łąką śpią, nad ranem
już się nie niesie śpiew nad Serwy.

Ostatnim zrywem, po południu,
z głuchym łoskotem idzie burza
i nad uśpionym lasem dudniąc
zapada gdzieś za skłonem wzgórza.

Jesień za progiem, bez wątpienia.
Na nic nawłoci zryw do słońca.
Wrzosy we wszystkich lśnią odcieniach.
Wiatr pierwsze liście z drzew już strąca.

I nam już bliżej jest niż dalej,
a jednak w sercu tli się płomień.
Może od niego się rozpali
ten widok spod przymkniętych powiek.

Ten zachód słońca nad Serwami.
Pomost nakryty złotym płótnem.
Słowa szeptane, warg aksamit…
Zapomnieć? Trudno. Coraz trudniej…

Bydgoszcz, 20 września 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

Milton Ha

Rozterki poety

Rozterki poety

Z inspiracji wierszem Williama Butlera Yeats’a pt. „Poletko trawy” (Acre of grass)

Miliony liter w równych rzędach
I słów bez liku, po nich spacje,
A z nich tysiące wierszy – różnych –
Lecz czasu, te ostatnie racje,
W których zbyt płytki bywa oddech,
mówią, że czas już ruszyć w drogę.

Zostawić dom z okiennicami.
Las, w którym echo uwięzione.
Te chwile, w wierszach zapisane,
Co przywodziły myśl w tę stronę
I odejść bezszelestnym sadem
Nie znacząc drogi żadnym śladem.

A może wyrwać się, wyzwolić.
Zostawić w sadzie słabe ciało.
Wznieść się umysłem ponad polem.
Wykrzyczeć, że mi ciągle mało,
Że jeszcze tyle we mnie siły,
Że jeszcze żyję, Boże miły…

A jeśli nie ma, tam na górze,
Nikogo, kto by odrzekł SŁOWEM,
Niech na mnie spłynie raz i wtóry,
Natchnienie wielkie, całkiem nowe,
Co mi pozwoli spisać wiersze
choć dwa ostatnie, to najlepsze.

A po nich, niechby pustosłowie.
Niechby ciemności, w oczach nicość
Bez gwiazd na nocnym nieboskłonie.
Niechby wyłącznie tajemniczość
Tego, co było obiecane.
Jeżeli tak mi będzie dane…

Bydgoszcz, 8 września 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

………………………………………………………………………………..

William Butler Yeats

Poletko Trawy / An Acre of Grass

Picture and book remain,
An acre of green grass
For air and exercise,
Now strength of body goes;
Midnight, an old house
Where nothing stirs but a mouse.

My temptation is quiet.
Here at life’s end
Neither loose imagination,
Nor the mill of the mind
Consuming its rag and bonc,
Can make the truth known.

Grant me an old man’s frenzy,
Myself must I remake
Till I am Timon and Lear
Or that William Blake
Who beat upon the wall
Till Truth obeyed his call;

A mind Michael Angelo knew
That can pierce the clouds,
Or inspired by frenzy
Shake the dead in their shrouds;
Forgotten else by mankind,
An old man’s eagle mind.

*

Co pozostaje: obraz, książka,
Poletko trawy, by pomału
Móc spacerować i oddychać –
Teraz, gdy sił ubywa ciału –
I stary dom, gdzie w nocnej ciszy
Nic się nie rusza oprócz myszy.

Moje pokusy są stateczne.
Gdy życie kresu już dobiega,
Ani bezładna wyobraźnia,
Ani młyn mózgu mielącego
Odpadki, strzępy szmat i kości,
Żadnej mi prawdy nie ogłosi.

Niech spłynie na mnie starczy szał,
Muszę się wyrzec swej natury
I stać się Lirem i Tymonem,
Albo Williamem Blakiem, który
Tak długo walił pięścią w ścianę,
Aż Prawda przyszła na wezwanie;

Mieć umysł – miał go Michał Anioł –
Który potrafi przez obłoki
Przenikać lub, natchniony szałem,
Zakłóca zmarłych sen głęboki;
Umysł, którego nie zapomni
Ród ludzki: starca umysł orli.

Ostatni letni deszcz

Ostatni letni deszcz

Ten deszcz jak wieszcz,
a wieszcz w ten deszcz
zawłaszcza umysł wierszem.
I chociaż deszcz,
to czytasz wiersz.
Myślą podążasz z wieszczem.

A wieszcz w ten wiersz
gdzieś wplątał też
co przyszłe, nie co przeszłe,
bo wieszcz, jak wiesz,
zaklina w wiersz
ostatnie dni, nie pierwsze.

Wciąż pada deszcz,
a w wierszu wers
już roni łzę nad wieszczem.
I dławi pierś,
psom jeży sierść
i budzi strach na wieść, że…

Nad wieszczem śmierć.
Nad wierszem też.
Nad nimi chmury z deszczem.
Ostatni wers
zapisał wieszcz.
Deszcz przestał padać. Wreszcie.

Bydgoszcz, 31 sierpnia 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

Milton Ha

Listu rozmnożenie

Z cyklu: Raj utracony

Listu rozmnożenie

dostałem list
w dużej kopercie
od nieznajomej osoby

ręcznie zapisany
ładnym charakterem pisma
w środku mój wiersz w ośmiu egzemplarzach

„…proszę podpisać z dedykacją dla…”
a na liście cała rodzina Edka
„…tak Pan pięknie napisał o naszym Edku…”

ze ściany pokoju spogląda
pięć Edkowych obrazów
jakby oczekiwały
dalszego ciągu

drukuję dedykuję podpisuję
osiem raz dwa szesnaście
pakuję adresuję wysyłam
w jednej dużej kopercie
mówią że dobro wraca

Edek pewnie wiedział że napisałem
dwa wiersze o jego obrazach
teraz tylko śmieje się
spoglądając z góry
bo mogło być
pięć razy
osiem

wysłałem list
w dużej kopercie
do nieznajomej osoby

w dwójnasób rozmnożony
osiemkroć zadedykowany
szesnaście powodów do wzruszeń

Bydgoszcz, 24 sierpnia 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Fabryczny

Z cyklu: Raj utracony

Fabryczny

Stary „Fabryczny” dawno w gruzach.
Jedni żałują, drudzy wcale.
A mnie wciąż wzrusza, wciąż pobudza
do wspomnień lata, gdy w upale
z trzeciego, tego z prawej strony,
wyruszał zwykły, osobowy
i wystukując rytm znajomy
wiózł obiecując piec chlebowy,
znajomą drogę, pyłu pełną,
dom kryty blachą lśniącą w słońcu
tę przystań, tę jedyną pewną,
co na tej drogi stała końcu.

Stary „Fabryczny” dawno w gruzach.
Jedni żałują, drudzy wcale.
Życie mi zeszło na podróżach,
choć nie dotarłem nigdy dalej
niż zasięg kolejowych torów,
bo na Fabrycznym, na peronie,
sygnał czerwony z semaforów
oznajmiał, że to drogi koniec,
a zgięte w górę szyny drwiły
z mych marzeń, żeby dalej ruszyć,
w ten świat, co się wydawał miły,
wart każdej chwili, wart podróży.

Stary „Fabryczny” dawno w gruzach.
Jedni żałują, drudzy wcale.
A mnie ta podróż się wydłuża
i coraz trudniej, coraz dalej.
Kiedy przebiją serce miasta,
puszczą pociągi we wszech strony,
sieć, niczym grzybnia, poprzerasta
podziemia Łodzi z każdej strony.
Choć letnia podróż drąży pamięć,
nie wrócę tamtym osobowym.
Już inny ślepy tor dziś dla mnie.
Inny Fabryczny mi końcowym.

Bydgoszcz, 22 czerwca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Zdjęcia ilustracyjne z Wikipedia, dozwolony użytek publiczny.

Zdjęcie pierwsze:
Łodzianie podczas ‚Pożegnania z Łodzią Fabryczną”, październik 2011, autor zdjęcia Zorro2212, 15.10.2011 r.,
Zorro2212, CC BY-SA 3.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0&gt;, via Wikimedia Commons
Zdjęcie drugie:
Dworzec Łódź Fabryczna i w perspektywie EC1 i jeden z elementów Bramy Miasta, ujęcie z góry, autor zdjęcia Zorro2212 2.06. 2019
Zorro2212, CC BY-SA 3.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0&gt;, via Wikimedia Commons

Daj życie wieczne

Z cyklu: Universum

Daj życie wieczne

Podobnoś nas, Panie, ulepił
na obraz swój, podobieństwo…
A tylko ten cukier nas krzepi
i tylko nam wódka na męstwo.

Podobnoś nas, Panie, nauczył
zsyłając nam Pismo i Syna,
a nas melancholia wciąż włóczy
po knajpach, po różnych melinach.

Podobnoś nas, Panie, zapewnił
że zbawisz i z martwych podniesiesz,
a myśmy tej wiosny niepewni,
bo prędzej tu zima lub jesień.

Podobnoś nas, Panie, sam stworzył
i stwarzasz w kolejnych wcieleniach
lecz po co w miliardach nas mnożysz?
Wystarczyłby raz. Po co zmieniać?

Coś widzę, mój Panie, że wszystko,
co z takim mozołem się stało,
nie bardzo Ci chyba tu wyszło…
Nie-boska to spraw doskonałość.

Więc jeśli spróbujesz raz jeszcze,
ulepić człowieka od nowa,
to życie, jak sobie, daj wieczne,
byś znowu nie musiał próbować.

Bydgoszcz, 15 czerwca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

ku rozkoszy

ku rozkoszy

słońce czerwone ze wstydu
znikło za horyzontem zdarzeń dnia

bezkresna noc wszystkiego i niemożliwego
nadciągnęła od wschodu czarnym płaszczem
odsłaniając bezwstydne gwiazdy nagi księżyc
i nas równie nagich
jak cały wszechświat nad naszymi głowami

czas się zatrzymał u wezgłowia łóżka
jakby wiedział
że jeżeli cokolwiek to teraz
że jeżeli cokolwiek to z tobą
że jeżeli cokolwiek to tak

nagle ruszył
równie niespodziewanie jak się zatrzymał
i gnał
i gnał
i gnał
aż do skończenia świata

pobiegliśmy w ślad za nim
przez życie
przez śmierć
przez niebyt
ku rozkoszy

choćby ten jeden
jedyny raz

Bydgoszcz, 15 czerwca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Milton Ha

Księżyc w nowiu

Księżyc w nowiu

Z inspiracji wierszem Bolesława Leśmiana pt. „W malinowym chruśniaku”

W bezadresu przestrzeni, za rolet zasłoną,
ukryci przed księżyca zdziwionym spojrzeniem,
po omacku znajdując kształty ciał, ich słoność,
biegliśmy za ubiegłym młodości wspomnieniem.

Pająk tkał pajęczynę w uchylonym oknie.
Kot się patrzył zdziwiony, zbudzony wpół drzemki.
Nie doczekał tej ręki, co czule go dotknie.
Zabłądziła gdzie indziej, w koronki, tasiemki.

Letnia noc tak upalna, że trudno oddychać,
ciała splotła w uścisku, w namiętnej rozkoszy.
Niepotrzebne spojrzenia, mrok, że nic nie widać.
Zagubioną w pamięci rozkosz świt wypłoszył.

Jeszcze drżałaś z napięcia, jeszcze serce biegło.
Jeszcze w takt falowały piersi naprężone.
A już trelem, za oknem, rozbrzmiewało drzewo,
kończąc śpiewem noc całą, co zwiodła w Weronę.

Gdy nas, dwoje kochanków spóźnionych w miłości,
powitał swoim śpiewem drozd skryty w listowiu,
słów nam nie było trzeba, jedynie czułości.
Księżyc zmilczał co widział, skrywając się w nowiu.

Bydgoszcz, 15 czerwca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Milton Ha

Bezkresna pogoń

Z cyklu: Universum

Bezkresna pogoń

Z prochu powstały, więc nietrwały
jak świat, co wznosi wciąż z mozołem.
Jak on, wciąż niezbyt doskonały.
Ograniczony życia kołem.

A jednak dąży wciąż uparcie,
do celu który mu nieznany.
Gna gwiezdną drogą, co na starcie
początek miała niepoznany.

Dokąd tak pędzi, za czym goni?
Po co, co zburzył, wciąż podnosi?
Gdy dojdzie kresu tej pogoni
znajdzie tam wszystko, o co prosi?

Bydgoszcz, 10 czerwca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

wszystko się stanie

Z cyklu: Universum

wszystko się stanie

siedem miliardów pokoleń jętki jednodniówki
dziesięć milionów pokoleń człowieka
i tylko jeden obieg słońca wokół centrum galaktyki
a wszystko to nic wobec czasu od początku czasu

czy jednak wystarczając dużo by stało się wszystko
co może się stać
co niemożliwe by się stało

chociaż nasza szwankująca wyobraźnia
nie odpowiada nam na to ostatnie pytanie
upłynie dosyć czasu od początku czasu
by stało się wszystko
możliwe i niemożliwe

Bydgoszcz, 10 czerwca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

1 lutego 2012 roku

1 lutego 2012 roku

Wisławie Szymborskiej – z inspiracji jej wierszem pt. „Dnia 16 maja 1973 roku”

Data, jak jedna z wielu.
Mogła być tą, które
nikomu nic nie mówią.

Jednak wykrzyczała swój byt.
Wskazała swoje zagnieżdżenie
na bezkresnej osi czasoprzestrzeni.

To wtedy umilkły kroki
na schodach krakowskiej kamienicy.
Tego dnia ktoś szerzej otworzył okno
wietrząc zapach ostatniego papierosa.
Ktoś przestał odbijać się w lustrze
i zostawiać ślady palców na klamkach.

Nikogo już nie spotka
Nikt nie zadzwoni do drzwi
Kot w pustym mieszkaniu
zostanie jedynie w napisanym wierszu

Zaszyła się gdzieś.
Schowała przed nami
i z filuternym uśmiechem patrzy
na nasze bezowocne poszukiwania.
Udana sztuczka, by zejść nam z oczu.
Na zawsze.

Myśleć, że umarła na krótko,
przecież nie sposób.

Czasem potrząsa naszą pamięcią
skąd ulatują jej wiersze
niczym ptaki spłoszone zapomnieniem.

Data, jak jedna z wielu.
Mogła być tą, które
nikomu nic nie mówią,
a postawiła nas przed faktem,
że kolejne wiersze poetki to tylko (…)

Bydgoszcz, 1 czerwca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

………………………………………………………………………………..

Wisława Szymborska
Dnia 16 maja 1973 roku

Jedna z tych wielu dat,
które nie mówią mi już nic.

Dokąd w tym dniu chodziłam.
co robiłam – nie wiem.

Gdyby w pobliżu popełniono zbrodnię
– nie miałabym alibi.

Słońce błysło i zgasło
poza moją uwagą.
Ziemia się obróciła
bez wzmianki w notesie.

Lżej by mi było myśleć,
że umarłam na krótko,
niż że nic nie pamiętam,
choć żyłam bez przerwy.

Nie byłam przecież duchem,
oddychałam, jadłam,
stawiałam kroki,
które było słychać,
a ślady moich palców
musiały zostać na klamkach.

Odbijałam się w lustrze.
Miałam na sobie coś w jakimś kolorze.
Na pewno kilku ludzi mnie widziało.
Może w tym dniu
znalazłam rzecz zgubioną wcześniej.
Może zgubiłam znalezioną później.

Wypełniały mnie uczucia i wrażenia.
Teraz to wszystko
jak kropki w nawiasie.

Gdzie się zaszyłam,
Gdzie się pochowałam –
to nawet niezła sztuczka
tak samej sobie zejść z oczu.

Potrząsam pamięcią –
może coś w jej gałęziach
uśpione od lat
poderwie się z furkotem.

Nie.
Najwyraźniej za dużo wymagam,
bo aż jednej sekundy.

Noc czerwcowa

Noc czerwcowa

Oślepiającą białą kulą
dzień za horyzont zapadł w ciszę.
Nad snów wieczorną partyturą
melodia świerszczy się kołysze.

W bezchmurnym niebie szał jerzyków.
Spóźniony trzmiel w powrotnym locie
unosi z łąki dar zakwitu
lecz dokąd leci, trudno dociec.

Nim noc nadejdzie, granatowa,
nim schłodzi ziemię rozpaloną,
jeszcze się w wiersz zamieni słowo,
jeszcze się stanie wiersz canzoną.

Tajemnic pełna noc czerwcowa
przynosi równo śmierć i życie.
Gdzieś w galaktyce gwiazda nowa.
Inna zapadła się w niebycie.

Nam wszystko jedno, jesteś obok.
Czas ślimaczeje, zwalnia biegu.
Znów odkrywamy się na nowo.
Falą powracasz na mym brzegu.

Kiedyś zbudzimy się o świcie
nie pamiętając nic z tej nocy.
Czy to już będzie drugie życie
czy jeszcze pierwsze? Nie myśl o tym.

Nieważne przecież, skoro będzie.
Znów noc czerwcowa nam się zdarzy.
Nocą czerwcową los nić przędzie.
Stanie się wszystko, o czym marzysz.

Bydgoszcz, 6 czerwca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Na grani Kościelca

Na grani Kościelca
dyptyk intonacyjno-zdaniowy czyli dwa razy o tym samym

Na grani Kościelca
(pierwszy – klasyczny)

Spoglądam z góry, od Kościelca.
Grań w dół się zwiesza, hen na przestrzał.
W Zielonym Stawie, co w dolinie,
odbicie marszczy się i ginie.
Nie wiem, że kiedyś pisać będę.
Że gór, tych wielkich nie zdobędę.
Że losu kompas wspak powiedzie
Że mrugnie okiem, że zawiedzie.

Na mapie życia dziś dryfuję.
Inny rysunek wciąż rysuję.
Nie ten, co chciałem by się ziścił.
Nie ten, co w górach mi się przyśnił.

………………………………

Na grani Kościelca
(drugi  – współczesny)

na grani Kościelca nad Zielonym Stawem

prostuję zmęczone nogi
zawieszam oko na chmurze
dziś po raz trzeci widmo Brockenu

na grani Kościelca nad Zielonym Stawem

na mapie życia w pół drogi
rysunek chmur wieszczy burzę
na nic mi kompas kamień leci w dół

na grani Kościelca nad Zielonym Stawem

jeszcze mam życie za nic
jeszcze mnie woła wszystko
jeszcze nie blisko nie widać końca

na grani Kościelca nad Zielonym Stawem

wspominam widok z grani
przeszłość przesłania przyszłość
o górach tylko mi przyszło pisać

o grani Kościelca nad Zielonym Stawem

Bydgoszcz, 31 maja 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro Milton Ha

Cokolwiek dałem

*** (cokolwiek dałem…)
Moim synom

cokolwiek dałem dałem za mało
cokolwiek chciałem chciałem za bardzo
coś mi nie wyszło coś się udało
wy ocenicie czy było warto

chociaż codziennie w każdej godzinie
w każdej minucie każdej sekundzie
ta krew co ze mnie która w was płynie
pulsuje w skroniach w młodzieńczym pędzie
już coraz bardziej nie całkiem moja
już coraz dalej uszła od źródła
już coraz słabsza kuta z niej zbroja
już coraz bledszy obraz z monidła

jednak codziennie w każdej godzinie
w każdej minucie każdej sekundzie
tak długo zanim czas mój upłynie
na każdą prośbę zawsze i wszędzie
stawię się nawet chromy czy chory
stawię się bodaj czołgać się przyszło
stawię się choćbym doznał pokory
stawię się po to by wreszcie wyszło

wtedy oceńcie czy było warto
co mi nie wyszło co się udało
cokolwiek chciałem chciałem za bardzo
cokolwiek dałem dałem za mało

Bydgoszcz, 1 czerwca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro Milton Ha

Za tydzień

Za tydzień

Enter
poziom pierwszy

wzbiera
podnosi się wyżej
w końcu załamuje grzbiet
drżeniem dłoni na klawiaturze
przelewam krew niewinnych
na kolejnych poziomach nieistniejącego

gaśnie
opada niżej
w końcu cichnie na brzegu
odprężeniem zesztywniałego karku
przelana krew niewinnych
zasycha solą na plaży moich warg

Enter
następny poziom

Enter
end of the game

strumień z deszczownicy
zabiera odrobinę twej soli
ku jakże odległemu nieznanemu morzu

– Powtórzymy?
– Za tydzień…

Bydgoszcz, 5 maja 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Milton Ha