Poczujesz

Bez odrobiny światła,
nie zobaczysz cienia.
Nie ujrzysz wiatru,
bez tego czym targa.
Twardy kamień wygładza
delikatna woda.
Bez bólu i smutku,
nie rodzi się skarga.

Wiesława Kwinto-Koczan WUKA
marzec 2021

Poczujesz

Poczujesz na twarzy…
Cień, co ją ochłodził.
Wiatru powiew żwawy.
Łzę, gdy ból ją zrodzi.
A ten smutek, który
mrze skargą na wargach,
zniknie z echem w górach
niczym struga w piargach.

Poczujesz swym sercem…
Każde oddalenie.
Każde puste miejsce,
miejsca przypomnienie.
A te twarze, które
przyśnią ci się nocą
poczujesz wraz bólem,
co powróci z mocą.

Poczujesz, bo jesteś,
bo kochasz, bo żyjesz.
Oddychasz powietrzem.
Wodę życia pijesz.
A to życie, które
jeszcze jest przed tobą
najbardziej poczujesz
idąc własną drogą.

Bydgoszcz, 29 marca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Seks „grupowy”

Seks „grupowy”

W grupach wszystko, nawet więcej. Tylko mało satysfakcji.
Literatów sto tysięcy. Mistrzów byle fotografii.
Seks grupowy? Nie poznałem. Może z braku takich potrzeb.
Prędzej, wcale znać nie chciałem, lecz przed grupą muszę ostrzec.

Kiedyś „grupies”, dzisiaj „grupis”. Nowy model subkultury.
Może każdy. Mądry, głupi. Własnym bytem, byle którym.
W sieci byt nie znaczy wiele. Masz ich tyle, ile stworzysz.
W jednym jesteś przyjacielem, w drugim hejt we wpisach mnożysz.

Grupa niczym życia lustro. Publikujesz coś na fejsie…
Dokąd w komentarzach pusto łudzisz się, że tekścik przejdzie.
Nie tak prędko, nie od razu. Zaraz znajdą się ci pierwsi,
co polubią lub z odrazą złożą pocałunek śmierci.

I wystarczy. Ten kto pierwszy już narzuca swą narrację.
Więc następny, jeszcze szczerszy, w ten sam bęben wali. „Mam cię!”
Inny już się nie wychyla. Wszak napisał ktoś: „To brednie!”
I nie mija nawet chwila, gdy następny równie wrednie.

Tak, to „grupis” jest choroba. Choć tysiące mają członków,
gdy się kilku nie spodoba, reszta zrzuca wpis do szczątków.
Niech tam zgnije, w mrok zapadnie. Niech z autorem sczeźnie całkiem.
Ktoś dał łatkę? Witaj na dnie! O mych też pisali: „Miałkie”.

„Grupis” w grupach, w Internecie, to nie „grupies”. Żadną miarą.
Jednym poklask – „Warci przecież!”, innym hejt zza awatarów.
Myślisz: Co ja tutaj robię? Mógłbym pisać do szuflady.
Wszak szuflada nie odpowie, żadną miarą nie da rady.

Tylko wiersz w szufladzie płacze. Z samotności, porzucony.
Nie nabiera nowych znaczeń, nie wyrusza we wszech strony.
Nie znajduje swoich „grupies”, które mógłby wprost zachwycić.
Złe opinie miej więc w dupie. Daj żyć wierszom, nie daj rzyci.

W grupach wszystko, nawet więcej. Tylko mało satysfakcji.
Literatów sto tysięcy. Mistrzów byle fotografii.
Seks grupowy? Nie odmówię. Jeśli będą mądrzej pieprzyć.
„W grupie, oczywiście…” – mówię – „i na temat moich wierszy”.

Bydgoszcz, 4 maja 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

tak wiele

tak wiele

odsuwasz na później
rozmowy
podróże
sprawy

odsuwasz na później
marzenia
wiersze
książki

nie potrafisz zatrzymać
oddechu na dłużej
bicia serca na zawsze
upływu czasu na chwilę

czasem udaje ci się zatrzymać
ptaka w locie
wędrówkę chmur
pory roku…

tak niewiele potrafisz, człowieku
tak wiele potrafisz, poeto

nie odkładaj niczego
do jutrzejszego
wiersza

Bydgoszcz, 4 maja 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Poeta zgrillowany

Poeta zgrillowany
Adamowi Gwarze, w odpowiedzi na jego wiersz pt. „GRILL”, który to wiersz został „zgrillowany” przez admina FB z powodu naruszenia bliżej nieokreślonych i nieujawnionych standardów społeczności FB.

dymy kadzideł dymy z grilla
karkówka już podlana piwskiem
a tu się z wierszem ktoś wychyla
i wady wprost wytyka wszystkie

więc buch donosem do admina
niech wie grill sprawa narodowa
będzie nam wady wypominał
rzeczpospolita my grillowa

mieszają wódę z piwem z colą
mieszają wszystko z polityką
potem bez sensu wciąż pier..olą

a co z poetą? pal go licho
na grill go i posypać solą
przestanie pisać będzie cicho

Bydgoszcz, 1 maja 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

—————————–

Adam Gwara

GRILL

Na anioł pański biją już karkówkę.
Dymy kadzideł bogate brykietem.
Stoły ubrane w kwieciste serwety.
No, to po piwku i na pierwszą nóżkę!

Nie rzucim ziemi! Chyba, że kamieniem.
Nie będą obcy pluli w twarze swojskie.
Polski my naród. Obyczaje polskie.
Kto nie grilluje – pedał i odmieniec.

Obiecywali Tuski mannę złotą.
Kiedyś. Dla dzieci. Jaka to otucha,
kiedy wiatr w oczy i pół życia w błoto.

Jan Paweł mówił, by nie gasić ducha.
Na drugą nóżkę! Po nas choćby potop.
Dają, to bierzem. Pan Bóg nas wysłuchał.

ag

Czasem trzeba

Czasem trzeba

Na motywach utworu Boba Dylana pt. Kiedy statek się zbliża
When the ship comes in (The Times They Are a-Changin’ 1964 r.) Bob Dylan

Czasem trzeba, sam wiesz.
Czasem więcej niż chcesz.
Czasem nawet ofiary krwi trzeba.
Kiedy kulą ktoś w pierś.
Kiedy spalą twój wiersz.
Kiedy marzyć zabronią i śpiewać.

Wtedy uderz w ten dzwon.
Wtedy ze wszystkich stron
Zwołaj równych, podobnych do siebie.
Zanim zburzą ci dom,
Nim kark zegną ci w skłon,
Uderz pierwszy, w prawdziwej potrzebie.

Prawdy trzeba nam dziś.
Z prawdą trzeba nam iść.
Prawdę głosić, o prawdę się spierać.
Dla tej prawdy nam żyć.
Dla tej prawdy w noc śnić.
Dzieciom mówić, że mogą wybierać.

Nie, nie zmoże nas sztorm,
Ani szał wściekłych hord,
Co nam prawdę ukryją pod fałszem.
Słowo wiersza ma moc.
Jest jak bagnet na sztorc,
co ku prawdzie powiedzie nas zawsze.

Czasem trzeba, sam wiesz.
Czasem więcej niż chcesz.
Czasem nawet ofiary krwi trzeba.
Kiedy kulą ktoś w pierś.
Kiedy spalą twój wiersz.
Kiedy marzyć zabronią i śpiewać.

Bydgoszcz, 28 kwietnia 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

.

Milton Ha

https://youtu.be/5c9_XkYYjTU – oryginalne wykonanie przez Boba Dylana
Tekst oryginału i moje tłumaczenie utworu, w komentarzu

When the ship comes in
(The Times They Are a-Changin’ 1964 r.) Bob Dylan

Oh, the time will come up
When the winds will stop
And the breeze will cease to be breathin’
Like the stillness in the wind
Before the hurricane begins
The hour that the ship comes in

And the seas will split
And the ship will hit
And the sands on the shoreline will be shaking
Then the tide will sound
And the wind will pound
And the morning will be breaking

Oh, the fishes will laugh
As they swim out of the path
And the seagulls they’ll be smiling
And the rocks on the sand
Will proudly stand
The hour that the ship comes in

And the words that are used
For to get the ship confused
Will not be understood as they’re spoken
For the chains of the sea
Will have busted in the night
And will be buried at the bottom of the ocean

A song will lift
As the mainsail shifts
And the boat drifts on to the shoreline
And the sun will respect
Every face on the deck
The hour that the ship comes in

Then the sands will roll
Out a carpet of gold
For your weary toes to be a-touchin’
And the ship’s wise men
Will remind you once again
That the whole wide world is watchin’

Oh, the foes will rise
With the sleep still in their eyes
And they’ll jerk from their beds and think they’re dreamin’
But they’ll pinch themselves and squeal
And know that it’s for real
The hour when the ship comes in

Then they’ll raise their hands
Sayin’ we’ll meet all your demands
But we’ll shout from the bow your days are numbered
And like Pharaoh’s tribe
They’ll be drownded in the tide
And like Goliath, they’ll be conquered

Źródło: LyricFind
Autorzy utworu: Bob Dylan
Tekst utworu When The Ship Comes In © Sony/ATV Music Publishing LLC

Kiedy statek się zbliża

Kiedyś przyjdzie ten czas,
Gdy ucichnie już wiatr.
Kiedy bryzy oddech przeminie.
Jak przed burzą ścichnie świat
Nim huragan runie w nas,
Gdy do portu statek przypłynie.

Toń rozstąpi się.
Statek stuknie w brzeg.
Brzeg piaszczysty westchnie drżeniem fal.
Przypływ poda ton.
Wiatr uderzy w dzwon.
Świt obwieści światu: „Otom wstał!”

Ryby będą się śmiać
Wyruszając na szlak.
Śmiech szyderczy mewy nas minie.
Tylko skały wbite w piach
Nadal będą dumnie stać,
Gdy do portu statek przypłynie.

Chociaż padnie sto słów,
By nie wyszedł w rejs znów,
Nie pojmie ni statek, ni człowiek.
Przeciw bałwanom fal
Ruszy nocą, choć szkwał,
By spocząć na morskim dnie, w grobie.

Pieśń uniosła się
I grot w górę też.
Kurs wzdłuż brzegu wyznacza linię.
Słońce pada na maszt.
Śmiało patrzy im w twarz,
Gdy do portu statek już płynie.

Złotych piasków żar
Dywan – kres dla fal –
Ich stopy odpoczynkiem kusi.
Lecz bosman swoje wie
i zaraz powie, że:
„Świat patrzy. Statek płynąć musi.”

Wróg, choć zerwie się,
Wciąż śnić będzie sen
O spokojnej, cichej marinie.
W końcu pojmie w czym rzecz.
Spokój ujdzie gdzieś precz,
Gdy do portu statek przypłynie.

Choć poddadzą się,
mówiąc: „Bierz, co chcesz.”,
Wymierzymy w nich nasze groty.
Jak Faraona szyk
utoną, wznosząc krzyk.
Padną martwi, jak Goliat od procy.

Tłumaczenie: Wojciech Majkowski

Wiosenna pełnia

Wiosenna pełnia

W drogę ruszają somnambulicy.
Innych bezsenność znów męczy nocą.
Choć noc, w krąg jasno jest na ulicy.
Włączać latarni wręcz nie ma po co.

Pełnia wiosenna, mróz ścina pąki.
Już liczą straty w sadach, na polach.
Śpią w szparach okien chińskie biedronki.
Wiedzą najlepiej, jeszcze nie pora.

Tylko magnolie zakwitły wcześniej.
Poeta patrzy na nie z obawą
i ma nadzieję, że mróz nie zetnie.
Że ogród będzie ciepłą enklawą.

Wiszący księżyc, z licem jak talerz,
szpera w gałęziach szukając wiosny.
Lecz nawet jemu trudno ją znaleźć,
więc rusza dalej. Szron bieli osty.

Wiosenna pełnia. Srebrzysto-biała.
Może ostatnie zimowe tchnienie.
Somnambulikom nieźle w kość dała.
Na innych spadła snów niedośnieniem.

Bydgoszcz, 27 kwietnia 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

.

Milton Ha

Siedem lat chudych

Siedem lat chudych

Tadeuszowi Różewiczowi – w 7 rocznicę śmierci poety

nazwałeś poetą

tego co wiersze pisze i tego co wcale
tego co zrzuca więzy i tego co trwa spętany
wierzącego i tego co wiary nie zaznał
kłamcę i okłamanego
dobywającego słowa i więżącego prawdę w sobie
upadającego i tego co powstawał z upadku

a potem odszedłeś bez pożegnania
pozostawiając nas z w rozterce
gdzie ciebie szukać
zapisawszy że…

„poetą jest ten który odchodzi
i ten który odejść nie może”

na bezowocnym poszukiwaniu
miejsca twego pobytu
minęło nam siedem
chudych lat
poezji

Bydgoszcz, 24 kwietnia 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

.

Milton Ha

Kto jest poetą
Tadeusz Różewicz

poetą jest ten który pisze wiersze
i ten który wierszy nie pisze

poetą jest ten który zrzuca więzy
i ten który więzy sobie nakłada

poetą jest ten który wierzy
i ten który uwierzyć nie może

poetą jest ten który kłamał
i ten którego okłamano

poetą jest ten co ma usta
i ten który połyka prawdę

ten który upadał
i ten który się podnosi

poetą jest ten który odchodzi
i ten który odejść nie może

Kolejne pióro

Kolejne pióro

Pamięci Eli Kawszyniec (R.I.P. 23.04.2021)

Cokolwiek, ktokolwiek napisze
Sto pytań zadanych zostanie
Natrafi ten usił na ciszę
I ciszą na zawsze się stanie

Odchodzą, choć jeszcze nie pora
Odchodzą w pół słowa, w pół wiersza
Choć jeszcze zeszłego wieczora
z tą burzą wiosenną myśl pierwsza…

I warto ją było zapisać
I zamknąć ją w wierszu jak w sercu
by mogła do śpiewu porywać
tak płynąc nad lasem, w powietrzu.

Ktoś jednak pomyślał inaczej
Ktoś inne miał plany na przyszłość
Dziś niebo wiosenne znów płacze
Dziś pióro kolejne nam wyschło

Cokolwiek, ktokolwiek napisze
Sto pytań zadanych zostanie
Natrafi ten usił na ciszę
I ciszą na zawsze się stanie

Bydgoszcz, 23 kwietnia 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

.

Milton Ha

Ziemi

Ziemi

W rytmie po dziesięć na minutę
zachłannie łapie każdy oddech,
a serce zwielokrotnia stukiem
i krew popycha. Oto człowiek.

Kiedyś się stanie tobą.
Prochem zetlałym, glebą.
Kiedyś się zmieni w obłok.
W deszcz albo mgłę nad rzeką.

Na własnych nogach z czasem staje
i rusza drogą, co w nieznane.
Gdy bierze więcej niż sam daję,
brać nie zabraniasz. Jest mu dane.

Kiedyś się stanie tobą.
Prochem zetlałym, glebą.
Kiedyś się zmieni w obłok.
W deszcz albo mgłę nad rzeką.

Czasami tylko myśl przychodzi,
że przyjdzie długi te pospłacać.
Kiedyś go nie poniosą nogi.
Kiedyś nie będzie po co wracać.

Wtedy się stanie tobą.
Prochem zetlałym, glebą.
Wtedy się zmieni w obłok.
W deszcz albo mgłę nad rzeką.

Bydgoszcz, 22 kwietnia 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Domówkowa fala

Mewa srebrzysta

Domówkowa fala

Płyniemy z falą, „Domówkową”,
od gór do morza, wzdłuż i w poprzek.
Na pięciolinii brzmi durowo
rytmiczny motyw, smutkom w kontrze.

I zaraz fala wraca z pluskiem,
do Kielc znad morza niosąc z sobą
porwane z pieśni słowa wszystkie
i w pieśni składa je na nowo.

Taka to fala, „Domówkowa”.
Czasem w Bieszczadach błądzi nocą,.
Czasem znad jezior zwraca słowa
zaklęte w pieśni czaru mocą.

Słuchajcie pieśni, które płyną
z powracającą falą wspomnień.
Gdy w was zostaną, nie przeminą.
W A-moll zaklęte, w ognisk płomień.

A kiedy wreszcie, przy ognisku,
będzie znów dane śpiewać pieśni,
las je poniesie w górę, z Wisłą.
Tak się rozszumi, rozszeleści.

Gdy z falą dotrą z Kielc do morza,
te nasze „Domówkowe” dźwięki,
śpiące kamienie gołoborza
podrzucą słowa do piosenki.

Płyniemy z falą „Domówkową”,
od gór do morza, wzdłuż i w poprzek.
Na pięciolinii brzmi durowo
rytmiczny motyw, smutkom w kontrze.

Bydgoszcz, 21 kwietnia 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

Milton Ha

Mewa srebrzysta
Mewa srebrzysta


Banqan / CC BY-SA (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/)

Biały most

Biały most

Granicą biały most, co w chmurach,
lecz byle powiew burzy linię.
Która mi droga, ścieżka która?
Dokąd powiedzie mnie, gdy minę?

Znów byle powiew burzy linię.
Kolor purpury mają granie.
Jeszcze do góry się podźwignę.
Jeszcze mi nie czas na rozstanie.

Potok leniwie wodę toczy.
Wytycza krętą snów granicę.
Jeszcze otwarte moje oczy.
Jeszcze szerokie me źrenice.

Za krętą snów granicą czekasz.
Wiesz, że się kiedyś tam spotkamy.
Usiądzie lekko na powiekach
sennicą wieczną śnieg, ten z grani.

Bydgoszcz, 19 kwietnia 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Spalcie te wiersze

Spalcie te wiersze

Są w sieci tłumy poetów
wesołych, pełnych radości.
Na przekór kiepskich biometów,
wciąż piszą o zdrowiu, miłości.
Gdy wiosna zimą nie latem
aż pieją, choć jest minus cztery.
Ich wiersze czytajcie zatem.
Czytajcie, do jasnej cholery!

Są w sieci tłumy liryków,
co w każdym wierszu miłosnym
wciąż piszą o serc piku-piku
i nawiązują do wiosny.
Choć rozwód po wiośnie latem.
A wierny, to zwykle emeryt.
Ich wiersze czytajcie zatem.
Czytajcie, do jasnej cholery!

Jest w sieci kilku smutasów,
no, może więcej niż kilku,
co patrząc na upływ czasu
napiszą, że życie chwilką.
Tych przeczytajcie tym bardziej,
lecz jeśli już miałbym być szczery,
tych moich już nie czytajcie.
I spalcie, do jasnej cholery!

Bydgoszcz, 18 kwietnia 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Nic nam po niej

Nic nam po niej

Z inspiracji wierszem Pablo Nerudy pt. „Garncarz”

Codziennie szukałem nowych słów,
które opiszą Ciebie.
Tę którą byłaś jesteś i będziesz.

Zamykałem w ich niedoskonałości
to, co ujrzałem,
czego dotknąłem,
co skosztowałem,
czym mnie natchnęłaś.

Im bardziej próbowałem,
tym bardziej niedoskonałe było to,
co zapisałem.

Przyjdzie mi spalić te wiersze,
by miłość do Ciebie
uwolnić.

Nic nam po zniewolonej.

Bydgoszcz, 14 kwietnia 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Z inspiracji poniższym wierszem:

Pablo Neruda

Garncarz

Całe twoje ciało ma
w sobie
przeznaczone mi naczynie lub słodycz.

Podnosząc rękę
trafiam wszędzie na gołębia,
co szukał mnie, jakby
ciebie, miłości, uczyniono z gliny
dla moich dłoni garncarskich.

Twoich kolan, twych piersi,
twej kibici
brakuje we mnie jakby w wydrążeniu
ziemi spragnionej,
od której oddzielono
formę,
a razem
jesteśmy całkowici jak jedna rzeka,
jak jedno ziarnko piasku.

Krysia z „Misia”

Krysia z „Misia”

Krystynie K, kierowniczce kawiarni „Miś”, ulic Główna, w Łodzi.
sonet włoski toskański (też kanoniczny ale wtórny post petrarkowski abba abba cde dce)

Kawiarnia: Miś. Ulica: Główna.
Adres ktoś jeszcze wciąż pamięta.
A dla mnie jest jak Ziemia Święta.
Równie daleka , równie złudna.

W środku, za barem, dwie kelnerki.
Na ścianie napis w słońcu blaknie.
WZ-tki w ladzie dwie, ostatnie.
Obok samotnie śpią eklerki.

A potem przyszła śmierć, ta czarna,
i za nic mając prośby wszelkie
zabrała Krysię, budząc trwogę.

I tylko oczy Krysi, wielkie,
jak najczarniejsze nocy żarna,
roniły łzy, że czas im w drogę.

Bydgoszcz, 12 marca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

.

Milton Ha

W ogrodzie

Triduum 2021 (Wielka Sobota)

W ogrodzie

W naszych ogrodach cisza.
W naszych ogrodach wieczór.
W naszych ogrodach życia
coś rodzi się. Na przekór.

Na przekór wiecznej śmierci.
Na przekór beznadziei.
Na przekór czarnej sędzi.
Na przekór snów w alei.

W naszych ogrodach cisza.
W naszych ogrodach wieczór.
W naszych ogrodach życia
znów wiosny wiew. Na przekór..

Bydgoszcz, 31 marca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Ukrzyżowani

Triduum 2021 (Wielki Piątek)

Ukrzyżowani

Ukrzyżowani w imię Twoje
Ukrzyżowani na krzyżach wojen
Ukrzyżowani na krzyżach głodu
Ukrzyżowani na krzyżach chorób
Ukrzyżowani na krzyżach biedy
Ukrzyżowani na krzyżach nienawiści i wykluczenia
Ukrzyżowani na krzyżach własnoręcznie stawianych

Przyjmij ich Panie
Przyjmij ich Panie
Przyjmij ich Panie

Przebacz nam Panie

Bydgoszcz, 31 marca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Judasze

Triduum 2021 (Wielki Czwartek)

Judasze

co wieczór idą do swoich ogrodów Getsemani
by Jego wskazać

wracają z kieszeniami pełnymi srebrników
realizując marzenia o szczęściu
nową limuzyną
wystawnym pałacem
władzą na drugim człowiekiem

a potem umierają nieszczęśliwi
współcześni Judasze

Bydgoszcz, 31 marca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Z niebytu w niebyt

Z niebytu w niebyt
Z inspiracji wierszem Adama Gwary pt. „Jesteś”

z niebytu stajesz się pierwszym oddechem
galopem serca pod mleczną powłoką
wraz z pierwszym płaczem z bezwiednym uśmiechem
jesteś istotą

wzrastasz ku słońcu w Ogrodzie Dawida
pod czułym okiem w cieniu drzewa życia
tak mija młodość w odkrywczych porywach
błądzisz choć pytasz

gorącym latem chwytasz kłosy w dłonie
przesiewasz ziarno odrzucając plewy
jakże odległy wydaje się koniec
chleb miesisz w dzieży

senną jesienią len wysrebrza rosa
noc dzień pożera nadziei pozbawia
ostatnie ziarno z ostatniego kłosa
na siew zostawiasz

w zimowy wieczór prządka już nie przędzie
światło przygasa nie widząc potrzeby
znajdujesz siebie i nigdzie i wszędzie
i wracasz w niebyt

Bydgoszcz, 29 marca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

—————————–

Adam Gwara

JESTEŚ

stajesz się sobą pierwszym serca biciem
przed tobą życie
wzrastasz źdźbłem trawy w nieznanym ogrodzie
zakwita młodość

słońce cię karmi poją chmury dżdżyste
cień dają liście
pośród rodziny poplątanych kłączy
jesteś wyłączny

przemija wiosna żar lata doskwiera
myślisz nie teraz
z każdym świtaniem odczuwasz niedosyt
sypią się kłosy

jednym pod żarna innym noce zimne
nie jesteś winny
wędrówkom ptaków ciszy w późnym lesie
ściemnia się jesień

nad tobą łapa wielkiej niedźwiedzicy
otwiera okno
ilu byś wcześniej mgławic nie policzył
jedna samotność

ag

Idą święta

Z cyklu: Odpryski

Idą święta

Sprzątamy zalegające kurze
wymiatając zapomniane zakamarki
mieszkań i dusz

Otwieramy widoki na przyszłość
przecierając przykurzone jesienią
okna i oczy

Robimy rachunek sumienia
wyciągając spod zimowej kołdry
pączkujące nadzieją ogrody i sprawy niecierpiące zwłoki

Usiądziemy przy świątecznym stole
odliczając na palcach jednej ręki
przybyłe nocą liście i zasiadające osoby

Bydgoszcz, 26 marca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro Milton Ha

Człowieku, co nie wierzysz w COVID

Człowieku, co nie wierzysz w COVID

Człowieku, co nie wierzysz w COVID…
Który pandemię wciąż wyśmiewasz.
Ty, co najlepiej wiesz co zrobić,
bo jeszcze dobrze sam się miewasz.
Ty, co z maseczką jak z atrapą,
biegasz po mieście między ludźmi,
i zawsze masz odpowiedź na to,
gdy ktoś uwagę tobie zwróci.
Ty, co w szczepionki nie masz wiary,
a lockdown bierzesz za represje.
I obojętnie – młodyś, stary,
na żadną nie stać cię refleksję…

Działaj tak dalej, po swojemu.
Bądź przewodnikiem w stadzie głupców.
Tylko nie pytaj potem: „Czemu
nie czuję dzisiaj wcale pulsu?”
Umarłeś przecież, tak jak inni,
co mieli w dupie tę pandemię.
Szkoda, że z tobą też, niewinni,
zeszli w szeregi dusz, pod ziemię.
A wszystko przez to, żeś olewał
wszystkie zasady i nakazy.
Że uważałeś, że to przewał,
że żadnej nie ma tu zarazy.

Teraz już dobrze wiesz jak było.
Najpierw złapała cię zadyszka.
Potem gorączka, sił ubyło,
jakiś ból w klatce, głos jak dyszkant.
I saturacja na łeb spadła…
Zanim zdążyli cię podłączyć
w karetce butla z tlenem padła
i stało się… Nie mogli zdążyć.
Nie miałeś fartu, tak jak zdrowi.
A przecież mogłeś pożyć jeszcze.
Człowieku, co nie wierzysz w COVID…
Nadal uważasz, że to śmieszne?

Bydgoszcz, 25 marca 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha