Pod niebem

Z cyklu: Universum

Pod niebem
Z inspiracji wierszem Kazimierza Wierzyńskiego pt. „Na łące”

Od strony skalnej ściany
już tylko zapach siarki:
– Nieruchomieją piargi.

U podnóża Kościółka*
na słońcem zlanej płycie:
– Doceniam życie.

Mieliśmy iść. Ktoś wstrzymał kroki.
Kazał podziwiać granie:
– Wiedział, że się stanie.

Że pod tym niebem życia nam mało.

Bydgoszcz, 24 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

(*) – Kościołek lub Kościółek (słow. Kostolík, 2261 m n.p.m.) – samoistna skalista turnia w górnej części Doliny Batyżowieckiej w słowackich Tatrach Wysokich.

………………………………………………………

Na łące

Leżę na łące,
Nikogo nie ma: ja i słońce.

Ciszą nabrzmiałą i wezbraną
Napływa myśl:
– To pachnie siano.

Wiatr ciągnie po trawach z szelestem,
A u góry
Siostry moje, białe chmury,
Wędrują na wschód.

Czy nie za wiele mi, że jestem?

Kazimierz Wierzyński

Sponsored Post Learn from the experts: Create a successful blog with our brand new courseThe WordPress.com Blog

WordPress.com is excited to announce our newest offering: a course just for beginning bloggers where you’ll learn everything you need to know about blogging from the most trusted experts in the industry. We have helped millions of blogs get up and running, we know what works, and we want you to to know everything we know. This course provides all the fundamental skills and inspiration you need to get your blog started, an interactive community forum, and content updated annually.

Sztuka czytania

Sztuka czytania
Z inspiracji wierszem Kazimierza Wierzyńskiego pt. „Usta twoje całując”

Nauczyłem się twego ciała.
Nauczyłem się ciebie jak wiersza.
Odczytałem na pięknych twych piersiach
wersy wszystkich pieśni, bez mała.

A to wszystko tej jednej nocy.
A to wszystko drżącymi ustami,
co przez skóry twej miękki aksamit
wędrowały od stóp aż po oczy.

Bydgoszcz, 24 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Milton Ha

………………………………………………………

Usta twoje całując

Usta twoje się snują, usta twe się wodzą,
Jak dwa ptaki różowe, po mnie lekko chodzą,
Jak dwa światła natchnione, oczu dotykają,
Usta twe mnie zabrały, usta twe mnie mają.

Jak wyznania wstydliwe, jak szepty szalone,
Powtarzam w ustach twoje usta niezliczone,
Od uśmiechu w kącikach do smaku języka –
Usta twoje całują i świat cały znika.

Kazimierz Wierzyński

Pierwszy wers

Pierwszy wers
Z inspiracji wierszem Kazimierza Wierzyńskiego pt. „Zima zakopiańska”

Wieczór różowi zęby grani,
wydłuża cienie smreków dumnych.
W stawie śpi niebo, co nad nami
kusi paradą gwiazd wśród turni.

Księżyc nad Mnichem koło toczy
zagląda w jego kaptur ciemny.
Coś, jakby zamróz, mgławi oczy.
Z wolna czernieje mrok bezdenny.

Samotna limba jeszcze płonie
w nagłym, ostatnim zgonie słońca,
jakby miał nastać świata koniec,
choć tylko dobiegł dzień do końca.

Wzrok ponad granią szuka nieba.
Tych gwiazd, co wstają jak pochodnie.
Których wędrowcom tak potrzeba,
by znaleźć drogę niezawodnie.

Szukam tej jednej, migoczącej,
która jak ty, w bezkresie drogi.
Gaśnie, gdy rano wstaje słońce.
Ożywa, kiedy wieczór w progi.

Co wieczór jednej wypatruję.
Tej, co natchnieniem dla mych wierszy.
Nad Czarnym Stawem noc pulsuje.
Na białej kartce wers już pierwszy.

Bydgoszcz, 24 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro Milton Ha

………………………………………………

Zima zakopiańska

Góry rozsnute na świetle księżyca
Rosną jak gdyby na powierzchni blasku
Bezmierna przestrzeń niebo skroś przesyca
I śnieg jest jakby z zielonego piasku.

Na szczytach świerki z japońskiego tuszu
Czarne, wycięte w tarczy księżycowej
Stoją w płonącym światła pióropuszu
Jak w aureoli naokoło głowy.

Świat jest z tysiąca jednej nocy przygód,
Westchnień, przywidzeń, marzeń i sekretów,
Świat wniebowzięty w gwiazd wysokich migot,
Świat dla kochanków i świat dla poetów.

Kazimierz Wierzyński

Ostatnie tatrzańskie lato

Ostatnie tatrzańskie lato
Maciejowi, bratu. Na te i kolejne imieniny.

Noc. Burza huczy nad Roztoką.
Droga do Moka lśni jak lustro.
Deszcz śle po skale czczym potokom
tysiące strużek drogą pustą.

Jadę, bo gdzieś tam został plecak.
Już spakowany, w środku lina.
Zniesiony w dół, na cudzych plecach.
Znów błyskawica mrok przecina.

Nad stawem Mnich w kolejnych błyskach
to się pojawia, to znów znika.
Rybim Potokiem woda tryska,
w każdą szczelinę skalną wnika.

Wracam. Ostatnie lato w górach.
Dla mnie, zupełnie niespodzianie.
Dla ciebie też ostatnia tura,
ostatni wyciąg w skalnej ścianie.

Wracam i z każdym trzaskiem burzy
dziękuję, że nie zwożę ciebie.
Bilet na życie Bóg przedłużył,
boś jeszcze niepotrzebny w niebie.

Nad Zakopanem łuna świateł.
Burza ucichła, tak jak przyszła.
Twoja ostatnia droga latem
i moja całkiem pozaprzeszła.

Rano ostatni raz popatrzę
jak wstaje słońce ponad granią.
Zamknę w pamięci, już na zawsze,
wszystkie marzenia skryte za nią.

Bydgoszcz, 24 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro Milton Ha

W rytmie fandango

W rytmie fandango

W odpowiedzi Adamowi Gwarze na jego wiersz: „Manekiny” – piosenka

ref.
Ubrany w tweed lub gabardynę,
gdy mija mnie dziewczyna młoda,
czuję że jestem manekinem
w witrynie czasu. Jakże szkoda.

Ulicą, gdzie wystawy modne
z okien się na przechodniów patrzą,
idą dziewczyny piękne, młode,
do barów, gdzie poetów natchną.

A w barze, gdzie od dymu gęsto,
z wódką się miesza perfum zapach.
Poeta topi swoje męstwo
we włoskim trunku marki grappa.

Potem wychodzi w noc bezdenną
z wierszem, co w głowie się kołacze
i zanim lampy ulic zbledną,
idzie przez miasto. Niebo płacze.

Poeta, choć nie taki młody,
może by jeszcze poszedł w tango.
Gdyby nie płaszcz gabardynowy.
Gdyby nie szybki rytm fandango.

ref.
Ubrany w tweed lub gabardynę,
gdy mija mnie dziewczyna młoda,
czuję że jestem manekinem
w witrynie czasu. Jakże szkoda.

Bydgoszcz, 21 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

—————————–

Adam Gwara

Manekiny

My, manekiny za witryną.
Bohaterowie wyprzedaży.
Anonimowa z gabardyny.
Wysokoskrętny płaszcz, bez twarzy.

Zdystansowani obiektywnie
do kupujących i subiektów.
Szczupłością ponadnormatywną
epatujący, dla efektu.

Adorowani przez was, brzydkich,
brzuch wciągających i koślawych,
Przebiegających życie szybko,
gdy my, cierpliwi na wystawach.

Z kartką na piersiach, do przeceny.
Łez pozbawieni, bez przyczyny.
Myślicie, że my nie czujemy?
To wy jesteście manekiny.

Kiedy nadejdą remanenty,
w letnich ubraniach i szmizjerkach,
główny księgowy dusz, z procentem,
zwróci nam wasze puste serca.

ag

Ku morzu idąc

Ku morzu idąc

Ostatnim tchnieniem dzień już płonie.
Wieczór ubiera się w płaszcz nocy.
Gwiaździstym, czarnym nieboskłonem
od wschodu Wielki Wóz się toczy.

Czas wolniej biegnie mu naprzeciw
wszechświata nie dochodząc brzegu.
I ciągle łudzą się poeci,
że da się go zatrzymać w biegu.

Gdy sennym rankiem noc odchodzi,
budzi się falą morze śpiące.
Znów nam pozwala stopy chłodzić
w heban ubrane letnim słońcem.

A kiedy wieczór znów się zbliża,
cichnie gwar ptaków nad wydmami
i w biegu się zawraca bryza
ku morzu idąc w ślad za snami.

Gdy rankiem wraca do tej plaży,
skąd zeszłej nocy w morze wyszła,
jedynie słona łza na twarzy
krzepnie na wargach w soli kryształ.

Bydgoszcz, 21 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro Milton Ha

Powrócić wierszem

Powrócić wierszem

Nie wracaj do wiersza.
Nie będzie nic z tego.
Myśl niezapisana
już błądzi gdzieś indziej.

Nie wracaj do wiersza
Umarł i pogrzebion.
Chwila nie ta sama –
wena już nie przyjdzie.

Potrzeba ci wiersza.
Pewnie już dojrzewa.
W końcu jakiś przyjdzie
kiedy będzie pora.

Potrzeba ci wiersza.
Noc już szatę wdziewa.
Zanim w noc tę wyjdziesz,
skosztuj przedwieczora.

Teraz wróć wiersza
jak z dalekiej drogi.
Przypomnij ten dotyk
warg waszych, za młodu.

Teraz wróć do wiersza.
Na te siana stogi
skryte w chmurach złotych,
w czerwieni zachodu.

Bydgoszcz, 18 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

W pogoni za czasem

W pogoni za czasem

Ciemny las, hen daleko,
a w tym lesie mrze echo
i nie wraca odbite ni słowo.

Wiatr zamiata zamiecie.
a mnie miota po świecie.
Raz gdzieś tam, raz gdzieś tu, bezcelowo.

Pytasz mnie, gdzie i po co
podróżuję wciąż nocą,
jakbym gonił wczorajsze marzenia.

A ja nie wiem dlaczego
ani dokąd, w tym biegu,
tak mnie niesie po pustych przestrzeniach.

Może kiedyś przystanę
gdy zdziwiony, nad ranem,
ujrzę drogę, co wspak będzie biegła.

I wyruszę tą drogą
w tej pogoni za tobą
choćby droga ta wiodła do piekła.

Noc rozpostrze aksamit.
W Drodze Mlecznej, nad nami,
Wielki Wóz się zatrzyma w swym biegu.

My, w pogoni za czasem,
pofruniemy nad lasem,
w którym echo umarło na brzegu.

Bydgoszcz, 16 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Barometr idzie w dół

Barometr idzie w dół

Barometr idzie w dół.
Na stole czeka „pół”,
A melancholia czai się za progiem.
Choć nie wiem jakbyś knuł,
To jutro będziesz czuł,
Że znowu bije tobie dzwon na trwogę.
Więc…

Wciąż topimy nasze smutki w alkoholu.
Dzień za krótki, by pozbierać się do kupy.
Noc zbyt długa, by nie myśleć o realu,
O tym życiu, co po prostu jest do dupy.
Gdy…

Barometr idzie w dół.
Na stole czeka „pół”,
A melancholia czai się za progiem.
Choć nie wiem jakbyś knuł,
To jutro będziesz czuł,
Że znowu bije tobie dzwon na trwogę.
Choć…

Czasem najdzie nas refleksja całkiem durna,
Że już może czas by skończyć walkę z sobą.
Innym razem, kiedy nocka jest bezchmurna,
Znów marzymy żeby pójść właściwą drogą.
Lecz…

Barometr idzie w dół.
Na stole czeka „pół”,
A melancholia czai się za progiem.
Choć nie wiem jakbyś knuł,
To jutro będziesz czuł,
Że znowu bije tobie dzwon na trwogę.
Więc…

Gdy ciśnienie w końcu wzrasta ponad miarę,
Choć nad ranem łeb nas boli, Boże święty,
Udajemy, że jest git, że mamy parę,
Że kłopoty, to promile nie procenty.
Bo…

Barometr idzie w dół.
Na stole czeka „pół”,
A melancholia czai się za progiem.
Choć nie wiem jakbyś knuł,
To jutro będziesz czuł,
Że znowu bije tobie dzwon na trwogę.
Ech…

Bydgoszcz, 16 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Zamarznięta madonna

Zamarznięta madonna

Że ma syna, już nie pamięta.
Że dom miała, pamiętać nie chce.
Że w tym domu i z synem święta,
przypomina sobie coś jeszcze.

Nocą wróci na swój pustostan.
Zaśnie cicho, całkiem bezbronna.
Gdy mróz chwyci, znajdzie błogostan.
Zamarznięta nocna madonna.

Bydgoszcz, 13 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

bezdomny ptak

bezdomny ptak

ku niedościgłej wprost wolności…
karton z tektury
świeczka życia
kołdra z odzysku

łyk „denatury”
złudna nadzieja
lecz nie wyszło
zamarza w locie aż do kości…

bezdomny ptak

Bydgoszcz, 10 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Zaokienny gwar

Zaokienny gwar

puk
puk puk
o parapet
frrrr,
frrrr, frrrr
nad karmnikiem
ciwit,
ciwit, ciwit
już od rana

i tylko śnieg i mróz bezdźwięcznie…

Bydgoszcz, 10 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

Milton Ha

Jankowi wieczne spoczywanie

Jankowi wieczne spoczywanie

Stryjkowi, Janowi Majkowskiemu (⁎18.02.1935 – †13.02.2021)

Nad Narwią opar zamróz ścina.
Rzeka stanęła skuta lodem.
Od dzisiaj będę już wspominał,
bo wyruszyłeś w długą drogę.

Teraz już spokój, las zacicha.
Szron skrzy się niczym snów różaniec.
U skraju lasu, rozwalicha,
też w mej pamięci już zostanie.

Wędruj, gdziekolwiek Bóg prowadzi.
U celu przyjdzie Ci odpocząć.
Wiosna niedługo zimę zgładzi.
Łąka się znów pokryje rosą.

Może to będzie łez mych kilka,
ale nie przyznam się nikomu.
W drodze od rzeki będę milczał,
nim stanę znów na progu domu.

Potem znak krzyża zrobię w progu.
Odmówię „Wieczne spoczywanie…”
I duszę Twą polecę Bogu,
skoro ją wezwał na spotkanie.

Bydgoszcz, 13 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

.

Milton Ha

 

Autor zdjęć: Maciej Majkowski, 2014 r., Kruszewo.

Jan Majkowski (2017 r., Gąsewo)

Tu miał być wiersz

Tu miał być wiersz…

Tu miał być wiersz.
Dzisiaj już wiesz –
ciemności kryją prawdę.

Dla ciebie też
miał być ten wiersz –
ze słów, co przyszły nagle.

I w tym jest rzecz,
że miał być wiersz –
jak ktoś nam wolność kradnie.

Że dzisiaj też
potrzebny wieszcz –
co prawdy da wykładnię

I wzdłuż i wszerz
oznajmi rzecz –
Rzeczpospolita na dnie.

Więc śpiesz się, śpiesz.
Ostatni wieszcz –
Co później? Kto odgadnie…

Tu miał być wiersz.
Dzisiaj już wiesz –
ciemności skryły prawdę.

Reklamom wierz
jeżeli chcesz –
dla kłamstwa miej pogardę.

Bydgoszcz, 10 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Nieba lazuryt

Nieba lazuryt

Nieba lazuryt znów nade mną.
Wiatr bez oporu chmury niesie.
Oddycham lekko, razem z Ziemią.
Choć jeszcze w masce, żyć już chce się.

Zima, na przekór wszystkim trendom,
mrozem i śniegiem rządzi wokół.
Rzeka zamarzła, ksiądz z kolędą
też nie pojawi się w tym roku.

A wszystko z racji epidemii.
Świat się zatrzymał w swym rozpędzie
Człowiek spowolnił obrót Ziemi…
Człowieka – wirus, w tym obłędzie.

Nieba lazuryt wciąż nade mną.
Wiatr bez oporu chmury niesie.
Jeszcze oddycham razem z Ziemią
Jeszcze się patrzę, jeszcze chce się.

Bydgoszcz, 9 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Kwietniowa rapsodia

Kwietniowa rapsodia

Już nabrzmiewają sokiem brzozy.
Woda w nich krąży niczym krew.
Z zimowej budzą się narkozy.
Złej zimie wbrew.

Już gra w gałęziach nagich wietrzyk
I suche liście strąca precz.
Słońce konary brzozy pieści.
Już ptaków śpiew.

Rapsodia w niebo trelem płynie.
Już zmartwychwstaje milion drzew.
Strumień odradza się w dolinie.
To kwiecień, ech…

Bydgoszcz, 8 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

.

Milton Ha

Z inspiracji poniższym wierszem:

April

Swelling bud and fond suggestion,
Wafting of perfume,
Tearful rapture, thrilling question
Of restraint or bloom,
Life all dreamlessly asleeping,
As in death, but now,
Upward to the sunshine creeping,
April, that is thou!

Mystery’s authentic dwelling,
Faith’s expanding wing,
Maiden loveliness foretelling
Fuller blossoming,
Prophet of the new creation,
Priestess of the bough,
Month of the imagination,
April, that is thou!

Florence Earle Coates

Moje tłumaczenie wiersza Florence Earle Coates pt. April

Kwiecień

Pąk nabrzmiały w czułym geście.
Wskroś wabiący zapach.
Łzawy zachwyt, że nareszcie…
Ubrana czy w kwiatach?
Życie, sen już oddalony.
Wiesz już, zmartwychwstajesz.
Słońca blask z chmur wywiedziony.
Kwietniu! Tak się stajesz.

W tajemniczym domu włada
Uskrzydlona wiara.
Cud dziewica przepowiada,
Że kwitnienie zaraz.
Tyś prorokiem jest stworzenia,
Konaru kapłanem.
Tyś jest czas przeobrażenia.
Kwietniu! Tyś jest panem.

tłum. Wojciech Majkowski

Miłość bywa

Miłość bywa

Bywa, że miłość nas zaskoczy
Tym drgnieniem serca, oczu błyskiem
I już tracimy zmysły wszystkie,
A ona się jedynie droczy.

Ona chce więcej, chce nas posiąść
I zamknąć nas na cztery spusty
I czar roztacza złotousty,
Że wnet spełnienie będzie nocą.

Lecz taka miłość tylko bywa
w wierszach poetów, nie na co dzień.
Prawdziwa, żarem jest we chłodzie
i odpowiada, gdy ją wzywasz.

Bydgoszcz, 8 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Z inspiracji poniższym wierszem:

Song

If love were but a little thing
Strange love, which, more than all, is great
One might not such devotion bring,
Early to serve and late.

If love were but a passing breath
Wild love – which, as God knows, is sweet
One might not make of life and death
A pillow for love’s feet.

Florence Earle Coates

Moje tłumaczenie wiersza Florence Earle Coates pt. Song

Piosenka

Gdyby miłość była jak okruszek mała
Miłością tak wielką niczym świata bezkres,
Taką ,co w zatracie siebie by oddała,
Nie przyszłoby służyć za późno, za wcześnie.

Gdyby miłość była przelotnym westchnieniem
To miłość, ta dzika – o boskiej słodkości –
Nie byłaby życia i śmierci spełnieniem
Lecz tylko poduszką pod stopy miłości.

tłum. Wojciech Majkowski

Miłość z klocków Lego

Miłość z klocków Lego

Telefon milczy. Nie ma cię na fejsie.
Ślę wiadomości w otchłań Messengera
I wciąż się łudzę, że w podniebnym rejsie
choćby słów strzępek do ciebie dociera.

W pocztowej skrzynki złudnym interfejsie,
choć spamu pełno, każdy list otwieram.
Choć jedno zdanie, choćby nawet „Wal się!”
Może się boisz, że się nie pozbieram?

Spokojna głowa. Nie ty, będzie inna.
Inna doceni serce, co na dłoni.
Ty szukaj dalej. Może dopniesz swego.

Zapewne myślisz, że jesteś niewinna.
Kiedyś zrozumiesz, że za złudą gonisz
próbując złożyć miłość z klocków Lego.

Bydgoszcz, 8 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Nocna rozmowa

Nocna rozmowa

Rozchylasz usta swe na przywitanie.
Są niczym puchar, co spragniony wina.
Noc nic nie kończy, jedynie zaczyna.
Ranek nas wita słońcem na śniadanie.

Jeszcze drży w lędźwiach ciał naszych spotkanie.
Jeszcze westchnienie noc tę przypomina,
Kiedy w duecie grana pantomima
Rzucała cienie naszych ciał na ścianie.

Nie ma zwycięzców, nie ma pokonanych.
To tylko miłość tak nas prowadziła,
Że mi uległaś tamtej parnej nocy.

Mówisz: „Mój miły!” Mówię tobie: Miła!
Jak dwoje ludzi w sobie zakochanych,
Patrzących wzajem w rozmarzone oczy.

Bydgoszcz, 8 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Wojciechowi M od Wojciecha M słów parę

Wojciechowi M od Wojciecha M słów parę (Biorą swoich…)

Nic się tu u nas nie zmieniło.
Kto może, jeszcze gra w zielone.
Jeszcze nas tutaj stać na miłość.
Sny o potędze, cudzą żonę.
I ciągle u nas, proszę pana,
władza wie lepiej, co nam trzeba.
Nawet piosenka wciąż ta sama,
tylko co rusz ktoś inny śpiewa…

Biorą swoich!
Dobrze wiedzą, kto kim jest.
Biorą swoich! Przyzwolenia dają gest.
Prezesa, posła, sekretarki
posadkę dają, choć gość miałki… P–sze pana!
Biorą swoich! Biorą swoich!
Zaraz im odpłacą się.

Z mównicy, w Sejmie, wciąż to samo.
Nikt już nie wierzy w te androny.
Wszak, kto się pierwszy zbudzi rano,
ten nowy pomysł ma natchniony.
I ciągle u nas, proszę pana,
władza nam wmawia, że jest super,
lecz nawet babcia wie, wkręcana,
że ktoś ją tutaj wali w kuper.

Biorą swoich!
Dobrze wiedzą, kto kim jest.
Biorą swoich! Przyzwolenia dają gest.
Prezesa, posła, sekretarki
posadkę dają, choć gość miałki… P–sze pana!
Biorą swoich! Biorą swoich!
Zaraz im odpłacą się.

Pan się rozejrzy, tam na górze,
może gdzieś znajdzie Pan winnego.
Niech ześle tutaj ciężką burzę
potop lub plagę, a do tego
niech mu się przyśnie choć na tyle,
by woda zmyła wszystkie męty,
bo tkwimy tutaj aż po szyję,
a wiesz jak pachną ekskrementy.

Szepnij słówko!
Dobrze przecież wiesz, jak jest.
Szepnij słówko! Ręką niech uczyni gest.
Z prezesa, posła, sekretarki
na pysk wywali, gdy gość miałki… P–sze pana!
Szepnij słówko! Szepnij słówko!
Już się nie da tego znieść…

Bydgoszcz, 8 lutego 2021 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

.

Milton Ha