Pocałunki pierwsze

Pocałunki pierwsze

Adamowi Asnykowi, w odpowiedzi na jego sonet „Pierwsze uczucia to kwiaty wiosenne”

Pocałunki, te pierwsze, kradzione niezdarnie,
gdy się usta ku ustom chyliły pośpiesznie,
a ciała drżące żarem ocierały grzesznie
wzmagając chwil doznanie, nim szał je ogarnie.

Trzymam ciebie w ramionach. Poddajesz się karnie.
Wędrujemy do szczytu, aż zapadasz we śnie.
Niech się tobą nacieszę, skoro już, nareszcie.
Noc zapadła pośpiesznie, zrobiło się parnie.

Wspomnienia biegną szybciej niż bym chciał nadążyć.
Już kwiaty na tej łące zżęte, wysuszone.
I siano z nich zebrane, oczekuje zimy.

Na skroniach niosę jesień, a tak chciałby zdążyć,
raz jeszcze wywędrować, właśnie w tamtą stronę,
gdzie drżysz w trawach nadrzecznych dla mojej przyczyny.

Bydgoszcz, 22 lutego 2019 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

—————————–

Adam Asnyk

(Pierwsze uczucia to kwiaty wiosenne)

Pierwsze uczucia, to kwiaty wiosenne,
Co się własną upajają wonią:
Przed żywszym blaskiem jeszcze w cień się chronią
I wierzą jeszcze w swe trwanie niezmienne.

Po nich, ach! inne stubarwne, płomienne,
Znów zakwitają i za słońcem gonią:
Wiedzą, że zwiędną, więc czasu nie trwonią
I gaszą tylko pragnienia codzienne.

A później znowu wspomnień astry blade
Wschodzą samotne na schyłku jesieni,
I chcą trwać tylko i walczą z ulewą,

Widząc wokoło martwość i zagładę,
A w końcu jeden cyprys się zzieleni,
Ponure, smutne rezygnacji drzewo.

Reklamy

Wiosna jak dawniej

Wiosna jak dawniej

Przyciągają ku sobie spojrzenia.
Przyciągają swe biodra do bioder.
Usta ustom nie bronią zbliżenia.
Dłonie dążą ku sobie, ku zgodzie.

Wiosna, wiosna jak dawniej.
Znowu wszyscy nad wodą.
Bluzki białe, jedwabne,
wstrzymać spojrzeń nie mogą.
Wiosna, wiosna jak dawniej.
Rządzi nad wodą młodość.
Tańczy jakże powabnie,
kusząc jak świeży owoc.

A gdy wieczór zapada na łące,
kiedy pierwsze im grają cykady,
gdy ze wstydu gdzieś chowa się słońce,
na nic wtedy zakazy i rady.

Wiosna, wiosna jak dawniej.
Znowu wszyscy nad wodą.
Bluzki białe, jedwabne,
wstrzymać spojrzeń nie mogą.
Wiosna, wiosna jak dawniej.
Rządzi nad wodą młodość.
Tańczy jakże powabnie,
kusząc jak świeży owoc.

Potem śmieją się oczy dziewczęce.
Chłopcom błądzi gdzieś wzrok, nieprzytomny.
Myślą już o następnej wycieczce,
nad tę rzekę, gdzie opar tak wonny.

Wiosna, wiosna jak dawniej.
Znowu wszyscy nad wodą.
Bluzki białe, jedwabne,
wstrzymać spojrzeń nie mogą.
Wiosna, wiosna jak dawniej.
Rządzi nad wodą młodość.
Tańczy jakże powabnie,
kusząc jak świeży owoc.

Bydgoszcz, 22 lutego 2019 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

 

Milton Ha

Przedwiosenna jesień

Przedwiosenna jesień

Jeszcze marzymy o tej wiośnie,
co śpi w leszczynie, w baziach drzemie.
Jeszcze wierzymy, że nas dotknie
promieniem słońca, jak zbawieniem.

A tu tymczasem szaroburo.
Koty pospały się zupełnie.
Górą, brzemienne deszczem chmury
gdzieś płyną szybko. Dokąd? Nie wiem.

Przedwiośnie niby, a jak jesień.
Poeci piszą smutne wiersze,
o tym, że gdzieś ich licho niesie
i nie jest to najlepsze miejsce.

O tym, że są jak zeschłe liście,
co tylko już nad nimi płakać.
Ze już nie dla nich, to co przyszłe,
ani nie dla nich pełnia lata.

Przedwiośnie, taka dziwna pora.
Wiosna za progiem, zieleń niesie.
Tymczasem, męczy mnie od wczoraj
poetów przedwiosenna jesień.

Ten podły nastrój precz odrzucam.
Otwieram okno jak szeroko.
Zapach przedwiośnia wciągam w płuca
i do poetów puszczam oko.

Może nie pora jeszcze na was?
I na mnie też nie pora jeszcze.
Na naszych łąkach wzejdzie trawa.
Brzemienne chmury zrodzą wiersze.

Bydgoszcz, 21 lutego 2019 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

 

Milton Ha

Szare przedwiośnie

Szare przedwiośnie

Szare poranki odsłoniły szary las.
Szare wróble kąpią się w szaroburej brei,
jakby to była fontanna di Trevi,
a nie stara balia pod rynną.
Schowałaś do szafy szary sweter.
Mówisz, że już nie będzie potrzebny.
Szarobure chmury gnają z zachodu
poganiane przez klucze szarych żurawi.
Zupełnie jakby chciały być na miejscu
wcześniej niż one.
Jakby chciały zanieść ten szary deszcz,
którym brzemienne.
Jakby te szare brzuchy miały zrodzić ulewy
na wyglądającą dżdżu ziemię,
by odrodziła się trawą wysoką
na przybycie stada.
Tylko, po co ten pośpiech?
Przedwiośnie musi się wyszarzeć do końca.
Sweter jeszcze może się przydać.

Bydgoszcz, 20 lutego 2019 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

 

Milton Ha

Przedwiośnie, niby nic nowego

Przedwiośnie, niby nic nowego

Rozszumiały się gadatliwe wierzby.
Srebrnoszare perły okrasiły im włosy.
Zaszeptały do nich trawy uschnięte
jakby zazdroszcząc przedwiosennego stroju.
Lód na stawie potrzeszczał i tyle go było.
Odszedł z kolejnym słonecznym porankiem.
W gniazdach ruch się zrobił powszechny,
że tylko patrzeć nowych lokatorów.
Klucze żurawi otwierają podniebny sezon,
leniwie ciągnąc niebem na wschód.
Przedwiośnie. Niby nic nowego,
a jednak wszystkim jakby lżej się zrobiło.

Tylko stary strach na wróble,
co go jeszcze w zeszłym roku,
Stach na polu postawił, narzeka,
że mu w głowę zimno.
To dlatego, że ostatnia śnieżyca
pożyczyła sobie na drogę jego kapelusz.
A niech tam. Tylko niech już nie wraca,
bo i tak nie ma po co. Drugiego nie da, bo nie ma.
Słońce szybko schyliło czerwony dysk
ku zachodowi. Przyjdzie jeszcze poczekać.
Przedwiośnie. Niby nic nowego,
a jednak noce bywają jeszcze mroźne.

Stach przysiadł na progu domu i duma.
Pola obsiane oziminą, to zaraz wzejdzie.
Łąka zaraz wystrzeli do góry świeżą trawą.
Bat trzeba będzie nowy zrobić z jałowca,
bo stary już się całkiem rozleciał,
a kapotę zimową do komory się da,
bo mrozu to już chyba nie będzie.
Tylko stary kapelusz trzeba będzie
poszukać, bo strachowi w głowę zimno.
Przedwiośnie. Niby nic nowego,
a oziminę chronić trzeba, bo wydziobią.

Bydgoszcz, 20 lutego 2019 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro

 

Milton Ha

Niebo, gdy będzie…

Z cyklu: Universum

Niebo, gdy będzie…

Pytasz – „Czy wszechświat jest skończony?”

A jeśli nawet, cóż nam po tym?
Wiatr tutaj wieje ze wszech strony,
i we wszech strony samolotem
polecisz, jeśli będzie trzeba,
i dotrzesz tam, gdzie tylko zechcesz.
A tak poza tym, wszędzie bieda,
jedynie lepsze jest powietrze.

„A gdybym chciała tak do nieba?”

A cóż to niebo, ma to adres?
Ktoś ci o niebie bajkę sprzedał
i teraz marzysz, Dobry Padre!
Jeśli to niebo jest, gdziekolwiek.
Jeśli w nagrodę, nie za karę,
to stare listy zaraz podrę
i nowych znów napiszę parę.
Do Tego ojca, znaczy Padre,
co straszył mnie, że ja, za karę,
to nieba nie uświadczę wcale.
A już najpewniej w piekle spalę.

„Nie znam adresu, zapomniałam.”

No widzisz, teraz mamy kłopot.
Kiedyś, gdy jeszcze byłaś mała,
ktoś opowiadał ci, że potop,
że trąby jerychońskie grały,
a Padre zsyłał swoje gromy.
A dzisiaj, popatrz, świat tak mały,
a wszechświat wielki, nieznajomy.
I gdzie tam szukać tego nieba?
Tutaj jest niebo, ziemia, woda.
Niczego więcej nie potrzeba.
Nie szukaj nieba, pókiś młoda.
Przyjdzie czas kiedy szukać zaczniesz.
I sama wtedy to odkryjesz,
że niebo jest na ziemi właśnie.
I trwa tak długo, póki żyjesz.

„A obietnica? Była przecież!”

Ach obietnice, czcze omamy,
jak wszystko, co na tamtym świecie.
Niebo, gdy będzie, rozpoznamy.

Bydgoszcz, 17 lutego 2019 r.,

© Wojciech Majkowski

PióroMilton Ha

Campo de’ Fiori po raz wtóry

Campo de’ Fiori po raz wtóry

(tryptyk)

Druga odpowiedź Czesławowi Miłoszowi na jego wiersz Campo di Fiori.
W rocznicę spalenia na stosie Giordano Bruno, 17 lutego 1600 r., Campo de’ Fiori, Rzym.

17 lutego 1600

Przechodzą mimo, choć stos płonie.
Kuszą ich kramy pełne dobra.
W gwarze południa ten krzyk ginie,
a życie toczy się jak co dnia.

I ginie prawda, gnie kolana,
przed „bożym” sądem korzy głowę.
Prawda do końca niepoznana,
co sąd ów trwoży, wiąże mowę.

Zwycięzca pieśnią wychwalany
– szatana, śmierci oraz piekła –
nie gasi stosu, choć wzywany.
Gawiedź po rynku się rozbiegła.

17 lutego 2019

Campo de’ Fiori. Cisza wokół.
Kramy zamknięte dziś na głucho.
Jednak pozorny to jest spokój.
Na pomnik patrzy ktoś ze skruchą.

Wspomina tamten wiersz, poetę
i duma nad kruchością świata.
Powtarza znane strofy szeptem
na przywołanie matki, brata.

Na obróconych w popiół wieczny
w stosach tak licznie rozpalonych.
I sąd przyzywa, Ostateczny.
Słychać… milczenie z każdej strony.

17 lutego …

Bezkresna przestrzeń, ciemno wokół.
Wiatr gna jedynie ciężkie chmury.
Popiół się rozwiał. Dziwny spokój.
Jakby nie patrzył się nikt z góry.

A przecież jeszcze chwilę wcześniej
Campo de’ Fiori zatłoczone.
Poeta prawdę nową wieścił,
lecz każdy poszedł w swoją stronę.

Aż przyszedł błysk i nic poza tym.
Popiół zasypał ziemię kirem.
Widocznie nie był wiersz nic warty.
Nie przystanęli, ni na chwilę.

Bydgoszcz, 16 lutego 2019 r.,

© Wojciech Majkowski

Pióro Milton Ha

…………………………………………………………

Czesław Miłosz

Campo di Fiori

W Rzymie na Campo di Fiori
Kosze oliwek i cytryn,
Bruk opryskany winem
I odłamkami kwiatów.
Różowe owoce morza
Sypią na stoły przekupnie,
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini.

Tu na tym właśnie placu
Spalono Giordana Bruna,
Kat płomień stosu zażegnął
W kole ciekawej gawiedzi.
A ledwo płomień przygasnął,
Znów pełne były tawerny,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli przekupnie na głowach.

Wspomniałem Campo di Fiori
W Warszawie przy karuzeli,
W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki.
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo.

Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali skrawki w powietrzu
Jadący na karuzeli.
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
Śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.

Morał ktoś może wyczyta,
Że lud warszawski czy rzymski
Handluje, bawi się, kocha
Mijając męczeńskie stosy.
Inny ktoś morał wyczyta
O rzeczy ludzkich mijaniu,
O zapomnieniu, co rośnie,
Nim jeszcze płomień przygasnął.

Ja jednak wtedy myślałem
O samotności ginących.
O tym, że kiedy Giordano
Wstępował na rusztowanie,
Nie znalazł w ludzkim języku
Ani jednego wyrazu,
Aby nim ludzkość pożegnać,
Tę ludzkość, która zostaje.

Już biegli wychylać wino,
Sprzedawać białe rozgwiazdy,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli w wesołym gwarze.
I był już od nich odległy,
Jakby minęły wieki,
A oni chwilę czekali
Na jego odlot w pożarze.

I ci ginący, samotni,
Już zapomniani od świata,
Język nasz stał się im obcy
Jak język dawnej planety.
Aż wszystko będzie legendą
I wtedy po wielu latach
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety.

Warszawa – Wielkanoc, 1943

Treść wiersza Czesława Miłosza przytoczono za stroną: https://www.milosz.pl/przeczytaj/poezja/32/campo-di-fiori
Relief_Bruno_Campo_dei_Fiori_n1
Proces Giordano Bruno przed obliczem Rzymskiej Inkwizycji. Relief z brązu autorstwa Ettore Ferrari (1845-1929), Campo de’ Fiori, Rzym. Autor zdjęcia: Jastrow, 2006 r. Pobrano ze strony: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/ba/Relief_Bruno_Campo_dei_Fiori_n1.jpg

Bronze_statue_of_Giordano_Bruno_by_Ettore_Ferrari_,_Campo_de'_Fiori,_Roma

Statua Giordano Bruno przed wejściem na placu Campo de’ Fiori, Rzym, autor zdjęcia: Livioandronico2013, 28 września 2014 r., Plik pobrano ze strony:
https://it.wikipedia.org/wiki/File:Bronze_statue_of_Giordano_Bruno_by_Ettore_Ferrari_,_Campo_de%27_Fiori,_Roma.jpg Dozwolony uzytek publiczny na podstawie [CC BY-SA 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)%5D, via Wikimedia Commons

Zdjęcie wiodące (w nagłówku)

Statua Giordano Bruno przed wejściem na placu Campo de’ Fiori, Rzym, autor zdjęcia: Livioandronico2013, 28 września 2014 r., Plik pobrano ze strony:
https://it.wikipedia.org/wiki/File:Bronze_statue_of_Giordano_Bruno_by_Ettore_Ferrari_,_Campo_de%27_Fiori,_Roma.jpg Dozwolony uzytek publiczny na podstawie [CC BY-SA 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)%5D, via Wikimedia Commons